Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
http://www.trafri.net/images/logo-film.jpg


Najgorsze Filmy Świata - maraton filmowy
Wpisał: Julia Korus   
10.12.2008.

Ile razy poszliście do kina tylko dlatego, że film zebrał kilka ważnych nagród, rozpływają się nad nim poważni krytycy, a widzowie mdleją z wrażenia na seansach? Ile razy takie produkcje okazywały się dla Was zupełnie nietrafione? A może warto wybrać się na coś, co jawnie zostało uznane za kinematograficzną porażkę? Oczywiście, że warto! Przekonacie się o tym, gdy do waszego miasta zawitają Najgorsze Filmy Świata.

W maratonie filmowym, na który złożyły się Najgorsze Filmy Świata, można było uczestniczyć pod koniec listopada w dąbrowskim Pałacu Kultury Zagłębia. Organizator imprezy, Jacek Rokosz, nie pierwszy raz odwiedził nasz region: od dwóch lat w ramach Festiwalu Filmów Kultowych przedstawia śląskiej publiczności najgorsze produkcje filmowe świata. Niekiedy zainteresowanie tymi „hitami” jest tak duże, że trzeba organizować dodatkowe projekcje! Co takiego przyciąga ludzi na seans?

Rokosz, doktorant animacji na PWSTFiTV w Łodzi, w filmoznawczym prologu wprowadza widzów w klimat każdego z wyświetlanych dzieł. Z jednej strony jest wiarygodnym naukowcem, a z drugiej – zabawnym konferansjerem, który z dystansem nakreśla problematykę filmu, opowiada zabawne perypetie, które wynikły podczas kręcenia oraz zwraca uwagę na najważniejsze, choć często łatwe do przeoczenia szczegóły.

Pierwszym z wyświetlanych filmów był „Maniak”, nakręcony w 1934 roku przez maestro złego smaku, Dweina Espera. Pierwsza próba wprowadzenia filmu do kin zakończyła się klapą, więc po pewnym czasie obraz wrócił na ekrany pod zmienionym tytułem, który rzekomo miał przyciągnąć ludzi do kin: „Sex maniak”... Sprawa budzenia trupów w kostnicy, życie i twórczość szalonego naukowca i powolne odchodzenie od zmysłów jego dziwacznego asystenta to główne tematy filmu. Pamiętajmy, że było to prawie 80 lat temu! Aby nieco oszukać cenzurę, do filmu wprowadzono zupełnie niezwiązane z fabułą tablice edukacyjne, z których możemy dowiedzieć się, co to jest psychoza maniakalno-depresyjna, schizofrenia czy paraliż szaleńca. Rozochocona i wzbogacona intelektualnie publiczność z niecierpliwością czekała na drugi z filmów...

Był nim „Plan 9 z kosmosu” w reżyserii Eda Wooda. Ze wstępu charyzmatycznego filmoznawcy dowiadujemy się, że warto zwrócić uwagę na papierowy cmentarz, a także na umieszczenie sporej części akcji w jednym tylko garażu. Wspaniale prezentują się statki kosmiczne zawieszone na żyłkach, zabawkowe lub zrobione z czegoś przypominającego papierowe talerzyki... Jeśli chcecie zobaczyć milczącą Vampirię i ogromnego Tora Johnsona, który nie potrafi wygramolić się z własnego grobu, a do tego policjantów-idiotów, którzy po owym papierowym cmentarzu bezładnie ścigają żywe trupy, jest to film dla Was. Można dowiedzieć się z niego również wiele o życiu kosmitów: ubrani w jaskrawe, błyszczące folie, urządzają swe kanciaste statki kosmiczne drewnianymi meblami, grubymi kotarami i sprzętami przypominającymi prodiż, dumając o tym, czy ziemianie nie mają na swojej planecie zbyt mało miejsca. Do tego beznamiętne, plastikowe wypowiedzi, typu (patrząc na grób): „Jedno jest pewne... Inspektor Clay nie żyje” czy „Podpalmy benzynę, to zniszczymy wszechświat!”. Jednak słowa nie są w stanie opisać, jak bardzo zły jest ten film. Nie na darmo Wooda okrzyknięto najgorszym reżyserem w dziejach kina! Publiczność była zachwycona i powoli ostrzyła sobie zęby na... równie zębate „Zabójcze ryjówki”.

Ta jedna z wielu produkcji, gdzie szalony naukowiec przeprowadza dziwaczne eksperymenty na zwierzętach, które – prędzej czy później, ale raczej prędzej – wymkną mu się spod kontroli. Mamy tu więc tajemniczą wyspę, do której brzegów dobija przystojniak Thorn Sherman. Na miejscu jest oczywiście ów szalony naukowiec, do tego piękna blondynka, jej podły narzeczony i niezbyt lotny służący. Miejscowi próbują ukryć przed przybyszem fakt, że po zmierzchu na wyspie rządzą wściekłe, zabójcze ryjówki, grane przez normalne psy z doczepionymi plastikowymi mordami, cienkimi ogonami i gdzieniegdzie nienaturalną derką. Celne idee doktora („Gdybyśmy byli dwukrotnie mniejsi, żylibyśmy dwa razy dłużej!”) są tłem dla powoli rodzącego się uczucia między bohaterskim Thornem i wątłą Szwedką. Jacek Rokosz przyznał, że ten obecnie przekomiczny w odbiorze produkt filmopodobny był jedną z najtańszych produkcji lat 50. Okazuje się, że ryjówka potrafi wygryźć dziurę w betonowej ścianie, ale nie poradzi sobie z zastawiającą ów dziurę kanapą. A gdy nasi bohaterowie budują czołg z kilku metalowych beczek, psy biegają radośnie wokół wehikułu, machają ogonami i wesoło poszczekują. Happy end nie zaskakuje: dobro i miłość triumfują, a ryjówki, dzięki naturalnej selekcji, znikają z tego świata. Pozostaje nam mieć nadzieję, że psy też bawiły się cudownie.

Na koniec Jacek Rokosz zaserwował widzom japoński film „Zły mózg z kosmosu”. O ile w poprzednich, hollywoodzkich produkcjach jeszcze czasem było wiadomo, o co chodzi, o tyle w „Złym mózgu...” mnogość skośnookich aktorów na dobre wprowadza zamęt w głowach już nieco zmęczonych i oszołomionych widzów. O niskim budżecie produkcji niech świadczy fakt, że tytułowy Zły Mózg Balazara, wodza kosmitów, przybywa na ziemię nie w błyszczącym statku kosmicznym, a... w walizce. Przeciwnikiem mózgu Balazara jest Starman, czyli superbohater w obcisłym trykocie, stosujący sztuczki karate, opierający się napastnikom i pomagający ciemiężonym ziemianom. Sam mózg natomiast jest dziwnym, ruszającym się, gąbczastym paskudztwem pod szklanym kloszem. Dopiero polany czymś w rodzaju domestosa zostaje unicestwiony i Ziemia jednak jest bezpieczna. Warto zauważyć, że film dzierży palmę pierwszeństwa w rankingu produkcji z najgorszą scenografią.

Dzielni widzowie doczekali się obiecanego bonusa, którym była kilkuminutowa kompilacja scen z innych Najgorszych Filmów Świata. Można było zobaczyć m.in. gumowe monstrum z wielkim okiem pośrodku, zmutowane istoty z ciałem człowieka, lecz łbem krokodyla, mordercze króliki, pijawki (efekt uzyskany poprzez ubranie aktorów w czarne worki na śmieci), kosmate mrówki, a może pająki...

Aplauz, jaki wywoływały filmy przez 7 godzin, pozwala mieć nadzieję, że nie była to ostatnia wizyta oryginalnego filmoznawcy w naszym regionie. Polecam te filmy widzom, którzy marzą o czymś niespotykanym, którzy kochają być zaskakiwani i wodzeni za nos przez twórców kina. Najbardziej niesamowita jest jednak świadomość, że Najgorsze Filmy Świata, gdy powstawały, były traktowane zupełnie poważnie. Oglądając je w XXI wieku, publiczność zgromadzona w Pałacu Kultury Zagłębia bawiła się lepiej, niż na niejednej współczesnej komedii.

Zmieniony ( 10.12.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »