| Moc przekonywania - z cyklu politycznie |
| Wpisał: Piotr Ciechowicz | |
| 21.06.2006. | |
|
Fakt, że wieczór ciemniał, utwierdził mnie niejako w przeświadczeniu, że nie mogło być początku. Świat zdawał się krążyć wokół jakiejś dziwnej myśli, komicznej mody, która podąża w tę, a nie w inną stronę. Nabierał przy tym wariackiej postury, lekko przygarbionej, nie przebierał w środkach - wydłubywał sobie flaki, które po wyjściu na powierzchnię, w trybie natychmiastowym czerniały. Krajobraz świat zmieniał z czasem na bardziej przyswajalny, znośny. Nie mogło być więc niespodzianką, że niebo, pogrążając się w żałobie po umarłym, jakby prosząc o przebaczenie, błyskało gdzieniegdzie brokatem gwiazd. Od wschodu zawiał wiatr pełen niepochlebnych komentarzy i zaplątanych w sobie przekleństw. Dało się zauważyć, że każdy z przechodniów, włącznie z niespełnionymi wędkarzami, którzy znów wracają z pustymi rękoma i butelką do domu, wiedział już dokąd zmierza, przykładnie jęcząc w rytm ulicy. Niektóre dzielnice zapuszczonego miasta dały się rozpoznać po gruźliczych pojękiwaniach, nie były one jednak nadzwyczaj głośne, więc obywatelstwo nie poczuwało się do oburzenia i ewentualnego reagowania suchotami. Stało się przecież jasne, że lepiej nie będzie i być nie może, prawdopodobieństwo na następny dzień malało, wódka nie wydawała się smaczniejsza, chleb z polędwicą sopocką i musztardą sarepską nabrał dziwnie metalicznego smaku. Stało się przecież jasne! - symbole i latarnie nie były wystarczająco oświecające. Ale nie obyło się bez wyjątków. Otóż w pewnej kamienicy, w pewnym mieszkaniu, ja, jako narrator, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w pewnym fotelu (i to nie byle jakim, bo bujanym z poprzedniej epoki) siedział mężczyzna w średnim wieku. Co chwila zaciągał się papierosem. Szklanka jego, po upiciu zawartości, nim zdążyła do reszty wyschnąć, była uzupełniana przez Wiernego Przyjaciela. Ów Wierny Przyjaciel sobie również nie żałował. - Stachu, - z wielkim wysiłkiem, odchrząkając jednocześnie, wydusił z siebie Wierny Przyjaciel - słuchaj, czy ty wiesz co zrobił wczoraj Mietek z góry? On zabił wczoraj dwóch ludzi. Odpowiedziała mu niewiele znacząca c i s z a. - Naprawdę? - spytał sam siebie Wierny Przyjaciel po chwili, nie dziwił się przy tym, że zbytnio oskrobał drewniane oparcie. Za oknami dało się słyszeć syreny policyjne, wiecznych wieszczów, siewców ogłady, łez i swego rodzaju komicznej grozy. Za dziesięć minut miała wybić dziewiąta, godzina, która nie różniła się niczym od pozostałych godzin. Szklanka nie mogła być bardziej pełna - to przecież jasne. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
