| Przebij się |
| Wpisał: Mateusz Chaberski | |
| 22.09.2006. | |
|
"...dla przyjaciół Agnes, bo Agnes lepiej brzmi, co się samo przez się słyszy..." Za pięć szminek w pół do pudru umówiłam się z nim. Zaczynam się szykować, sama nie wiem, na co. Spódnica turkusowa raczej nie pasuje do różowej torebki. A może jednak? Pończoszana moja głowa wędruje korytarzem w stronę błękitnego prochowca. Wyjdę chyba trochę później, by dać mu czas na spóźnienie. Od tego zależy wszystko. Być może jemu na mnie nie zależy, ale sprawdzić nie zawadzi. Ostatnio widziałam go jakiś czas temu. Z tego spotkania pamiętam tylko trawę. To było dawno. Przez ten czas wiele się pozmieniało. Byłam już Oleńką wyniosłą, co Kmicica trzymała w garści. Byłam też Jagienką a-bo-ja-to-wiedzącą, która myślała za długo by w końcu minąć się z miłością. Byłam i to dobrze, że się nie roztyłam. Dietę-cud zastosowałam. Znajdując ciche zapewnienia w różnych, dziwnych miejscach, patrzyłam z rozczuleniem. Zasiałam pewnego dnia ziarno i pozwoliłam rosnąć. Uplotłam wianek ze spojrzeń, gestów, odrobiny słówek. Czas na ostateczną zabawę . Bawię się w uśmiechy. Moja kolej, potem pies mój, drzwi, ulica i kawiarnia. Ktoś pewnie wygrywa, ale mnie to nie obchodzi. Podchodzę do stolika. Siedzi z kwiatem pięknym i banalnym. Wita mnie tak sobie, ale widzę, że jest dobrze przygotowany. Rozmawiamy. Opowiadamy sobie historie, których nigdy nie opowiedziałyby sobie pół-obce osoby. Podziwia róż na mojej torebce. Śmiejemy się z oczka w rajstopach bardzo miłej kelnerki. Rozpamiętujemy przedPotopowe dzieje. Coś się wyraźnie dzieje. Nie widzę już tej spontaniczności pod jego nosem. Infantylny do zera. Idziemy dalej. Gorączkowo zastanawiam się nad każdym słowem. Matko! Przede mną siedzi facet, a ja nie wiem, jak się mam zachować. Skończyły się bohaterki romantyczne do udawania (czyżbym myślała za długo?). On czai się do mojego skoku. Chyba nie pamięta o naszej zabawie . Bo gra w przebieranki fajna jest. Jego ręka pośród zgiełku rozmów wędruje w stronę mojej twarzy. Gładzi mnie po policzku, mówi, że wszystko w porządku. Ja nie wiem, czy się rzewnie rozpłakać, czy tylko rozpływający się w ustach wzrok wystarczy. Wiedziałam wcześniej, a teraz nie wiem. Nie mam fioletowego pojęcia, kto stał się kim w tej kawiarni pod czymś żałosnym. Pada pytanie. Rozpaczliwie łapią je moje uszy. Czy stan sprzed spotkania w kawiarni mogłabym ryzykownie nazwać miłością? Przecież ona ma być nagła, dziewicza, cudowna i w ogóle... "Przychodzi jak dama..." Tego zabrakło. Się sobie znudziliśmy. Powinnam być Oleńką do końca. Niezłamaną. Game is over. On zbliża się do moich ust. Rozchyla swoje delikatne wargi. W tym momencie zauważa niezakryte miejsce na mojej twarzy. Tyci skrawek zarostu się wynurza... Musiałam znieść porażkę. Tym razem to ja wyszedłem stamtąd szybko. Przechodnie gapili się na moją krwawiącą klatkę piersiową bezwstydniej niż kiedykolwiek. Najważniejsza osoba nie była w stanie rozumienia. Eksperyment się nie powiódł. Oleńka i Kmicic umarli, jak Julia i Romeo, tylko, że śmiercią naturalną. Nieważne, czy jest balkon, bal, pantofelek, czy inne naciągane opowieści. Błękitny prochowiec ląduje w kałuży, sznur korali mojej mamy rozpada się z wcale nieromantycznym dźwiękiem. Kobieta została z dwoma kieliszkami czerwonego wina i kelnerką. Kobieta, czy Julia? Kim jest? Nie mną! Całe szczęście, bo właśnie w tym tkwi tajemnica i istota szczęścia - nie być nią. Chcieć wiedzieć, co czuje, lecz nie ważyć się dotykać szminki. Nie pudrować swej i tak już dość parszywej gęby . Teraz idąc ulicą machinalnie zmazuję rękawem szminkę. Odwracam się kilka razy, by zobaczyć jak ona się śmieje z mojego naprędce wymyślonego makijażu. Rozmazany tusz spływa po policzkach. Naprawię się w domu. Pogadam z kubkiem gorącej herbaty i jeszcze wyłączę telefon, by nie przeszkodził mi w przejściu na wegetarianizm. "...ja przepraszam Państwa najmocniej za zgrzytanie zębami..." PS: Ta praca powstała dzięki niejakiej Kasi N. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
