Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           


Czas start
Wpisał: Małgorzata Macul   
21.12.2006.
Play. Dziś sobota. Ledwo otworzyło się oko. Zawsze jak sobota, to problemy z oczami. Okulary gdzieś na szafce, biurku, lodówce, pralce, pod fotelem? Zęby szczoteczką do butów, buty pastą do zębów? Sobota? Dzwoni telefon: Halo?! Centrala?! Pod jaki adres ja, do nędzy, mam przesłać te kwiaty?! Eee, pomyłka? O. Przepraszam panią bardzo... Może pan do mnie przesłać ten bukiet... O. A pod jaki adres? Bip - bip - bip. Urocze dni, w których można pozwolić sobie na małe szaleństewka. Na śniadanie jajecznica na maśle. Bez pomidorów, bo w jajecznicy akurat nie lubi. Stop. Rewind.
Play. Dziś sobota? Najpierw prawe, potem lewe oko się otwiera. Okulary gdzieś, nie wiadomo gdzie, leżą. Trzy minuty do dziesięciu toaleta. Cisza, ona i czas. Kawa tylko wieczorami, więc teraz nie. Nikogo nie ma w domu, cyt! Dzwoni u frontowych! Na paluszkach schodzi po schodach w białym frotte szlafroku, otwiera drzwi, a tam... jak nie huknie! Dzieńdobrypanikochanej! Przesyłeczkadlapani! Proszępodpisać! Może wejdzie pan na kawę? oOo, z chęcią... - zaczyna, omiatając szlafrok biały frotte listonoszym wzrokiem, ale ratuje go sąsiadka: Asąjakieślistydlamnie? W kuchni myje pomidory. Zapomniała sparzyć jajka przed wbiciem na patelnię, a to były ostatnie dwa. Właściwie, powoli odchodzi od stereotypu sobotnich jajecznic... Stop. Rewind.

Play. Dziś jest sobota... Pierwsza wychodzi z łóżka. Wsuwa nogi w zimne kapcie. Śniadanie musi być gotowe, zanim on otworzy oczy. Poranek zadymi papierosami. Dym zdławi w gardle poranna kawą. Przed słońcem zakryje się gazetą, leżącą zawsze w tym samym miejscu. Jak w groźnej bajce, jamnik ukryje się pod tapczanem, szafą, fotelem, dywanem, kołdrą? Sobota? Usiądzie naprzeciwko i poda mu należycie doprawioną jajecznicę z pomidorami. Przyrządzaną w odpowiedniej temperaturze, tak, jak napisali w gazecie. W skromnej sukience, co to żadną siłą nie podkreśla kobiecości, mechanicznie odbierze mechaniczne cmoknięcie w policzek i mechanicznie skinie ręką, kiedy wsiądzie do samochodu i odjedzie. Do pracy. Zamknie drzwi i.... Stop! Rewind.

Play. Dzień dobry. Jest sobota, słońce, chmury, tęcza, gwiazdy, niebo, księżyc? Powoli otwiera mi oko. Palcem łaskocze rzęsy. Odwracam się na bok. Jeszcze trochę, jeszcze chwilę, pięć minut... Proszę... Potem w łóżku jemy śniadanie. Jajecznica, jak zwykle pyszna, jak zwykle inna od poprzedniej. Nie mam pojęcia, jak on to robi. Do takiej jajecznicy trzeba mieć talentWłącza radio, ulubiona piosenka na rozbudzenie. O bose stopy ociera mu się czarny kot. Lubi jego futerko, podrapie go za uchem. Nie ubierze się do południa, do obiadu, do spaceru, do kina, do kawiarni, do kwiaciarni, gdy go nagle najdzie ochota na cuda wianki w sobotnie poranki. W sumie po co się budzić? Przewracam się na bok, owijam szczelnie kołdrą. Jak on szaleje z tym kotem!  Polują na gumową mysz, a mnie się chce spać za cały tydzień polowania na szczęście. Nie chcę się budzić. Wyciągam rękę do odtwarzacza. Chcę wcisnąć stop, ale się nie daje. No wciskam stop. stop. stopstopstop! i nic! Kochanie, zepsuło się - chrypię. Kot złapał mysz. Wyturlał się na balkon w zwycięskim szale. Podchodzi do szafki z radiem, patrzy. Skończyła się ulubiona piosenka, próbuje wcisnąć rewind, ale też nie idzie. Może to i lepiej - mówi - po co słuchać czegoś, co już było?

 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »