Ostatnie recenzje teatralne
- Prócz miłości cóż ci mogę dać
- W imię Ojca
- Urodzone ofiary
- Samotni z wyboru
- Niedziela, święto miejskiej melancholii
- Szary teatru Momo
- Arcyśmieszny teatralny efekt przyjaźni polsko-słowackiej
- Swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę - sztuka po kaczmarsku
- Mirosław Neinert, czyli Feliks Rzepka, czyli Cyrano de Bergerac, czyli on!
- Będzie to piosenka o nas i komecie
Obserwatorium Artystyczne Entrée
- 30.09.08 - Teatr Momo "Szary"
- 30.10.08 - Tomasz Kontny i Piotr Zalewski "Maszynopis"
- 17.11.08 - Korina Kordova "Karolina", Filip Kosior "Tydzień"
- 16.12.08 - Rozczyny "Głodnie"
- Odwołane - Michał Stankiewicz "Krzesła"
- Wszystkie przedstawienia wystawione będą na Małej Scenie Teatru Rozrywki, a rozpoczynają się zawsze o godzinie 19:30
| Głód kilku myśli |
| Wpisał: Monika Szynol | |
| 12.05.2009. | |
|
Piotr Zalewski – reżyser, student filologii czeskiej na Uniwersytecie Opolskim. Regularnie uczestniczył (i, co ważniejsze, był nagradzany) w kolejnych edycjach Festiwalu Teatralnego przy III LO im. Stefana Batorego w Chorzowie. W 2007 roku, na potrzeby XVIII Festiwalu, rozpoczął współpracę z Tomaszem Kontnym. Tak powstała Nieformalna Grupa Teatralna „Bez Paniki”, która przygotowuje się do przedstawienia – tym razem na deskach Teatru Rozrywki – kolejnego spektaklu. Dlaczego? Dlaczego akurat jedzenie? Już po pierwszym „Przydrożnym zajeździe”, granym w 2006 roku na Festiwalu Teatralnym w III LO im. Stefana Batorego, zaczęła mi chodzić po głowie myśl: spektakl o jedzeniu. Nie wiedziałem jak, o czym dokładnie, ale wiedziałem, że o jedzeniu. Wiedziałem, że na pewno musi się tam znaleźć stan, który osiąga się po wepchnięciu w siebie kosmicznej ilości pokarmu. Decydowały o tym trzy czynniki: doprowadzona do obsesji fascynacja kinem włoskim, regularnie osiągane stany skrajnego przejedzenia oraz pierwsze kontakty z gotowaniem. Pomysł dojrzewał, dał się poznać bliżej i powoli się pisał. Scenariusz był względnie gotowy w styczniu, co całkiem przypadkowo złożyło się z naszym zwycięstwem w Entree. Grupa Bez Paniki spektaklem „Maszynopis” wygrała I edycję Obserwatorium Artystycznego Entree. Czy „Bierzcie i jedzcie” też głodne jest nagród? „Bierzcie i jedzcie” jest głodne kilku myśli i chęci przekazania ich dalej. Czy cokolwiek (i ile) w nowym spektaklu z „Maszynopisu” pozostało? Czy „Bierzcie i jedzcie” do „Maszynopisu” nawiązuje? Pozostała amatorska grupa teatralna. I to w zasadzie powinno wystarczyć. Oczywiście staramy się iść dalej i pewnych błędów nie powielać, a czy to się uda będzie można ocenić niedługo. Jest jeszcze system pisania tekstu. W mojej głowie powstaje i dojrzewa pomysł, wszystkie możliwe notatki i materiały oddaję Tomkowi Kontnemu, aby napisał z tego coś co będzie miało ręce i nogi, po czym on robi to zupełnie inaczej niż chciałem. Połączenie dwóch zupełnie innych spojrzeń na świat z reguły okupione bólem, ale często daje ciekawe efekty. Poza tym i kilkoma osobami z ekipy, nawiązań nie ma (czyt. ma nie być). Jak układa się Wasza współpraca z Teatrem Rozrywki? Bardzo dobrze. Było już to czuć w październiku, kiedy jeszcze nikt z nas nie spodziewał się, że nasza współpraca potoczy się dalej. Pomocni ludzie, maksymalnie profesjonalne traktowanie - z którym tak naprawdę nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. Bez Paniki to pączek w maśle. Czy w czasie przygotowań spektaklu zdarzyło się coś godnego uwagi? Coś, o czym chętnie będziesz opowiadać podczas konferencji prasowych, a co mógłbyś zdradzić już dziś? Zapraszam na nasz blog (www.blog.bezpaniki.art.pl), jeżeli jakieś kompromitujące materiały się pojawiają, są tam natychmiast zamieszczane. Wasza Grupa niedawno powiększyła się - do jej szeregów dołączyli Filip Kosior, który również zaprezentował się podczas przeglądu Entree, oraz Kasia Pojda (zasłużona już na Festiwalu Teatralnym chorzowskiego III LO). Czy przyznanie im głównych ról (Męża i Żony) jest ryzykiem, czy jesteście przekonani, że to trafny wybór? Właśnie między innymi do tego służyła odkurzona wersja „Przydrożnego Zajazdu”, którą zaprezentowaliśmy 20 lutego br. w chorzowskiej Leśniczówce. Miałem wtedy okazję pierwszy raz pracować z Kasią i Filipem. Decydując się na obsadzenie ich w dwóch z czterech ról w „Bierzcie i Jedzcie” absolutnie zdawałem sobie sprawę z tego, co minimalnie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Maksymalne możliwości pozostawały tajemnicą, ale w perspektywie długiej i szczegółowej pracy nad „Bierzcie i Jedzcie” to mi w zupełności wystarczyło. Jeżeli widać potencjał, to o wyniki nie ma co się martwić. Teraz pracujemy już trochę dłużej, poznajemy się i z perspektywy czasu jestem zadowolony z mojego wyboru. Sam jesteś nie tylko reżyserem i scenarzystą, ale ostatnio miałeś okazję sprawdzić się w roli jurora (XX Festiwalu Teatralnego przy III LO im. Stefana Batorego w Chorzowie). Czy dzięki swojemu doświadczeniu próbowałeś inaczej spojrzeć na młodych twórców? Nie używałbym wielkich słów. Moje doświadczenie pod względem ilości zrobionych spektakli było czasem mniejsze niż doświadczenie niektórych twórców biorących udział w Festiwalu. Moją uwagę, poza tym wszystkim co jurora powinno interesować, żeby był dobrym i obiektywnym sędzią, przyciągały przede wszystkim elementy, które dotyczą mnie bezpośrednio - błędy. Obserwowałem wszystko to, co notorycznie powtarza się w spektaklach bardziej lub mniej amatorskich. Można było się wiele nauczyć i utwierdzić w przekonaniu, że przez pewien etap niedociągnięć muszą przejść wszyscy. Czego po „Bierzcie i jedzcie” możemy, i powinniśmy, się spodziewać, a czego jeszcze Grupie trzeba życzyć? Spodziewać się należy wszystkiego. Grupie natomiast trzeba życzyć reżysera z koncepcją i aktorów chodzących na próby. |
|
| Zmieniony ( 12.05.2009. ) |
| następny artykuł » |
|---|

