|
Demolował galerie, wynosił dzieła sztuki, w ich miejsca wstawiając krzesła, uciekał prawie nago przez centrum Berlina, a Centrum Pompidou w Paryżu udostępnił młodym artystom. Wszyscy ci, którzy zetknęli się z twórczością Pawła Althamera, na wiadomość, że zagości w Katowicach zachodzili w głowę czym tym razem nas zaskoczy, bo, że zaskoczy nie było najmniejszych wątpliwości.
 W piątek 31 września na placu Bolesława Chrobrego zabrała się grupa złożona z widzów, fotoreporterów i zaciekawionych przechodniów, trochę skonsternowanych obecnością dość dużej liczby bezdomnych. Nie wiedzieli bowiem, że Paweł Althamer do Katowic przyjechał… nakarmić głodnych.
Punktualnie o godzinie 18 artysta zakomunikował, że bufet otwarto i po chwili jedzenie, rozłożone na stołach i specjalnej platformie zawieszonej na drzewie, zniknęło. Akcja zaplanowana na kilka godzin rozegrała się w kilka minut, odzierając sztukę z romantycznych wyobrażeń. Zebrany tłum zobaczył, że tam gdzie głód i cierpienie człowieka nie ma miejsca na radosną twórczość, co najwyżej na twórczość do bólu ludzką. W dyskusji, która wywiązała się później poruszono wiele trudnych tematów jak choćby granice ingerencji artysty w życie człowieka. Na wiele pytań odpowiedziano, wiele pozostało bez odpowiedzi, ale niewątpliwym jest fakt, że w sztuce współczesnej możemy przejrzeć się niczym w lustrze. To co myślimy, czujemy i przeżyliśmy kształtuje sposób w jaki odbieramy nie tylko samą sztukę, ale również intencje artysty. Myślę, że otrzymaliśmy cenną lekcję, która wiele nam powiedziała o nas samych, jeśli tylko zadaliśmy sobie trochę trudu by się w nią wsłuchać. A Paweł Althamer? Niech nas dalej zaskakuje, szokuje I zmusza do myślenia.
 |