Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
http://www.trafri.net/images/logo-ksiazki.jpg


Ewan McGregor & Charley Boorman - Wielka wyprawa. Niezwykła motocyklowa podróż dookoła świata
Wpisał: Julia Korus   
22.03.2008.

Wydawnictwo Sonia Draga. Katowice 2006.

     Należy nareszcie zdementować istnienie rzekomej literatury kobiecej i rzekomej literatury dla mężczyzn. W czasach, gdy niejeden facet bez krępacji sięgnął po „Dziennik Bridget Jones”, a dziewczyny stały się nabywcami wojennej prozy Wołoszańskiego, proponuję na stałe zlikwidować sztuczne podziały na książki ze strzałką do góry i książki z krzyżykiem do dołu. Co mnie do tego skłania? Książka Ewana McGregora i Charleya Boormana „Wielka wyprawa”. Nie sądziłam, że jako kobieta bez żadnego problemu odnajdę się na 350 stronach męskiego świata.

      Uwielbiam przypadkiem wpadać na tropy świetnych książek. Przypadkowo wybierać je na półkach, czytać kilka zdań i stwierdzać, że bez nich nie chcę się wychodzić z księgarni. Po „Wielką wyprawę” sięgnęłam myśląc, że mam do czynienia z „Dziennikami motocyklowymi” Che Guevary. Podobna okładka, motocykle, przestrzeń, dwóch facetów… Zdziwiłam się, gdy w jednym z nich rozpoznałam Szkota o ziemistej cerze, McGregora. Przeczytałam kilka zdań. Obejrzałam załączone zdjęcia, zrobione na trasie liczącej 32 tysiące kilometrów, z Londynu do Nowego Yorku. Nie potrafiłam odłożyć jej na miejsce i po dwóch dniach byłam już po lekturze.

      Historię tej niezwykłej podróży dookoła świata poznajemy dzięki dwóch niezależnym bohaterom-narratorom. Naprzemiennie opisują swoje wrażenia, co daje interesujący efekt dwugłosu. Jak podkreślali Ewan i Charley, wszystko zaczęło się od marzeń. Pewnego dnia Ewan zapragnął objechać świat na motocyklu. Nie mając pojęcia o trudach takiej podróży, kosztach i niebezpieczeństwach, zaraził zapałem swojego wieloletniego przyjaciela. Książka opisuje, w jaki sposób samozwańczy podróżnicy pozyskiwali sponsorów, przekonywali do swojego projektu media (bez których wyprawa nie doszłaby do skutku ze względów finansowych), swoje rodziny i samych siebie. Wybór motocykla, próby wytrzymałościowe, szkolenia na poligonach… Co o tym wszystkim mogli wiedzieć dwaj aktorzy, który niemal całe dorosłe życie spędzili w przyczepach kempingowych na planach filmowych? To właśnie jest w „Wielkiej wyprawie” fascynujące – opis procesów, jak człowiek jest w stanie zmienić się w zależności od warunków, w które zostanie wrzucony.

      Pomijając szczegóły techniczne (tłoki, cylindry, świecie…), skupiłam się na opisach kultury na mijanych terenach. O ile podróż przez Francję, Belgię czy Niemcy nie była w stanie niczym zaskoczyć dwóch chłopców z Zachodniej Europy, już wizyta w Czechach powodowała w nich fale niepokoju. Wiedzieli, że to właśnie u naszych południowych sąsiadów mieści się umowna granica między Wschodem a Zachodem. Zachwyceni czeską Pragą, na Słowacji widzieli biedne tereny zza żelaznej kurtyny. Słowacy ostrzegali ich przed wizytą na Ukrainie. W rozmowach wciąż przebijała się mafia, rzekomo dzierżąca władzę w całym kraju. „Krajobraz składał się z czerni i bieli. Żadnego koloru. Nic. Prawie każda wioska, przez którą przejeżdżaliśmy, była wyludniona. Widać było tylko bardzo starych i steranych ludzi. Siedzieli przed płotami i wypatrywali na drogę. Niekiedy przemykał obok nas z prędkością stu trzydziestu kilometrów na godzinę jakiś czarny mercedes z przyciemnionymi szybami. Domyślaliśmy się, że to mafia albo gangsterzy. Bieda była niewiarygodna, chociaż nie znajdowaliśmy się wcale tak daleko od Anglii. Tutaj był zupełnie inny świat”. Na ukraińskiej ziemi zainteresował się nimi miejscowy mafioso, Igor. Olbrzymie wrażenie robią opisy arsenału broni w gościnnym, pełnym życzliwości i muzyki domu Ukraińca. Podobnie jak on, na całej trasie mieszkańcy wszystkich krajów wyciągali pomocną dłoń do podróżników. We Lwowie dyrektor hotelu kazał zwinąć dywany w hallu, żeby motory bezpiecznie przetrwały noc przy recepcji. Władimir umożliwił Ewanowi i Charleyowi zwiedzanie kopali w Antracycie. Kazachscy milicjanci eskortowali ich w okolicach miast. Kazachstan, Mongolia i Federacja Rosyjska to kraje, których od początku panowie obawiali się najbardziej. Rwące rzeki wschodniej Azji wielokrotnie okazywały się nie do pokonania dla wielkich samochodów ciężarowych, a co dopiero dla dwóch obładowanych bagażami jednośladów BMW. Z całej opowieści aż promienieje morał, że samemu tak naprawdę nie można do niczego dojść. Gdyby nie pomoc obcych ludzi na trasie Wielkiej Wyprawy, prawdopodobnie zakończyłaby się ona na granicy niemiecko-czeskiej. Warto zaznaczyć, że w książce wyraźnie chwieje się tempo akcji od Alaski aż po Nowy York. Jednak to, co zostało opisane pomiędzy Czechami a Magadanem, powinno zaspokoić Waszą ciekawość. Czytanie ułatwiają dokładne mapy. W epilogu zamieszczono też tabele z pokonanymi odległościami.

      Nie warto opisywać wszystkich przygód i rozterek, które dotknęły McGregora i Boormana. Na pewno warto poznać ich sposoby walki z własnymi słabościami, zobaczyć, jak wypacykowany amant z „Moulin Rouge” zmienia się w zarośniętego, ubłoconego człowieka sprowadzonego do najniższych i najprostszych instynktów.

      Gdyby nie to, że po lekturze tej książki zmieniłam zdanie na temat męskiej i kobiecej literatury, napisałabym, że ta książka spodoba się każdemu mężczyźnie, który kocha albo motocykle, albo podróże, albo przygody. Napiszę jednak, że ta książka spodoba się każdemu, kto nie boi się przeczytać dokumentalnego zapisu wielokrotnej utraty tożsamości bohaterów i ponownego jej szukania w dziczy, na obcym terenie, w domu gangstera, w wagonie towarowym, w mongolskiej jurcie, na ranczu czy po kolana w błocie… To monumentalna i wciągająca pozycja dla tych, którzy chcą podpatrzeć, jak niemożliwe staje się możliwe. 

Zmieniony ( 22.03.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »