Ostatnie recenzje teatralne
- Prócz miłości cóż ci mogę dać
- W imię Ojca
- Urodzone ofiary
- Samotni z wyboru
- Niedziela, święto miejskiej melancholii
- Szary teatru Momo
- Arcyśmieszny teatralny efekt przyjaźni polsko-słowackiej
- Swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę - sztuka po kaczmarsku
- Mirosław Neinert, czyli Feliks Rzepka, czyli Cyrano de Bergerac, czyli on!
- Będzie to piosenka o nas i komecie
Obserwatorium Artystyczne Entrée
- 30.09.08 - Teatr Momo "Szary"
- 30.10.08 - Tomasz Kontny i Piotr Zalewski "Maszynopis"
- 17.11.08 - Korina Kordova "Karolina", Filip Kosior "Tydzień"
- 16.12.08 - Rozczyny "Głodnie"
- Odwołane - Michał Stankiewicz "Krzesła"
- Wszystkie przedstawienia wystawione będą na Małej Scenie Teatru Rozrywki, a rozpoczynają się zawsze o godzinie 19:30
Ostatnio na forum tearalnym
- russia cheap fligts from lax 0 - Agicaorig - 08.08.2010
- true romance soundtrack 2 - Agicaorig - 08.08.2010
- libby lenton cameltoe 5 - Agicaorig - 07.08.2010
- office 2000 premium service 8 - Agicaorig - 07.08.2010
- where to purchase pueraria in Artesia Wells - MelissaMB - 17.07.2010
| Nick Cave, czyli kochanek i morderca oddycha katowickim powietrzem |
| Wpisał: Julia Korus | |
| 30.06.2008. | |
|
Ballady kochanków i morderców Nicka Cave’a” Teatr Korez, Katowice W ostatnie Walentynki zainteresowanie „Balladami kochanków i morderców wg Nicka Cave’a” było tak duże, że teatr Korez musiał wystawić ów spektakl aż trzy razy w ciągu kilku godzin. Nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę stopień trudności piosenek Cave’a. Splot utworów autora „Where the wild roses grow” pokazuje go jako piewcę miłości i śmierci i udowadnia, jak cienka granica dzieli te dwa zjawiska. A może nic ich nie dzieli? W piosenkach Cave’a dominuje dusza mimowolnie uwikłana w psychomachię, walkę sił o przejęcie władzy nad człowiekiem: miłości, życia i śmierci. Spektakl otwiera piosenka „Pieśń naszych łez”. Poznajemy w niej czworo śpiewających aktorów: Elżbietę Okupską (gwiazdę Teatru Rozrywki), Magdalenę Kriger (aktorkę Teatru Śląskiego), Mirosława Neinerta (dyrektora Korezu) i Roberta Talarczyka (dyrektora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej). W to jakże szacowne grono wpada również Cezary Kruszyna, aktor, który w całym spektaklu pozostanie niemym, tańczącym Aniołem. Aniołem życia czy śmierci? Dzięki pięciu artystom, za pomocą czternastu piosenek, widzowie przenoszą się w świat muzyki australijskiego wokalisty, muzyki odczytanej w nowy sposób. Utwory Cave’a na scenie Korezu znalazły wiele dosłownych odniesień. W konwencji, w jaką weszli aktorzy, nie dziwi padający na scenę deszcz, płonąca księga, iskry elektryczności i dym. Ale po kolei, aby niczego nie uronić… Elżbieta Okupska śpiewa dwie wersje „Czy mnie kochasz”. Jest to pieśń, w której wcześniej wspomniany Anioł jest milczącym kochankiem, będącym poza zasięgiem kobiety. Druga część pieśni jest równie interesująca: dotyka m.in. sprawy teatru uwikłanego… w teatr. Robert Talarczyk przekonująco serwuje słuchaczom „Już nigdy nie spadnie deszcz”. Jego męski głęboki głos idealnie nadaje się do mrocznych ballad, ponadto sam na niewielkiej scenie Korezu prezentuje się świetnie. Magdalena Kriger natomiast śpiewa delikatnie, wręcz dziewczęco. W pieśni „Wprost do ciebie” Anioł bierze we władanie delikatną kobietę, która pragnie być więziona pod jego skrzydłami. Kolorów spektaklowi nadaje nostalgiczna „Pieśń okrętów”, w której króluje Mirosław Neinert, władający pięknym, dźwięcznym głosem. Melodyjny chórek tworzy pozostała trójka, wspierana przez rozmaite morskie żyjątka… Neinert króluje również w innej piosence, będącej na pewno jednym z najmocniejszych punktów sztuki: „Szkarłatna dłoń”. Świetna charakteryzacja, piękna chrypka i nastrój na scenie daje widzowi możliwość przeniesienia się na upiorne przedmieścia, „pośród fabryk, pośród dymów”, do których można dojść „poprzez getta, poprzez slumsy, przez dzielnice złe”. Bóg, człowiek, duch, guru… Kim jest właściciel szkarłatnej dłoni? Na pewno dyrektor Korezu nie daje nam jednoznacznej oceny, lecz szczerze powiem, że jego śmiech może zmrozić krew w żyłach. Na uwagę zasługuje reżyser spektaklu Robert Taralczyk, śpiewający piosenkę „Krzesło miłosierdzia”. W tym utworze Anioł życia jest jednocześnie Aniołem śmierci i katem, który na oskarżonym Talarczyku wykonuje wyrok śmierci. Sytuację poznajemy dzięki projekcji krótkiego filmu nagranemu w więzieniu. Reżyser od pierwszych sekund pokazuje niezwykle silną ekspresję. Jest rozdrażniony, zbuntowany i zadziorny. Powtarzając wiele razy, że nie boi się umierać, budzi w widzach najprawdziwszą trwogę. Nawiązania do Jezusa i odwiecznej walki dobra i zła o duszę człowieka sąsiadują z krzesłem elektrycznym i pewnością siebie Talarczyka, który tę śmierć traktuje jako „mierzenie prawdy”. Efektowny (nie: efekciarski) finał piosenki robi ogromne wrażenie. Kolejnym mocnym punktem sztuki jest „Klątwa Millheaven” w interpretacji Elżbiety Okupskiej. Charakteryzacja, tematyka i styl śpiewania znanej aktorki dają razem groteskowy efekt. Opowieść o ślicznej młodziutkiej Loli, która okazuje się osobiście odpowiedzialna za rzekomą wiszącą nad miasteczkiem klątwę, jest zaskakująca i zabawna. Warto zaznaczyć, że fundamentem tej piosenki jest zabawa tempem muzyki od pierwszej do ostatniej sekundy. Nie sposób nie uśmiechnąć się, gdy „mała Lola” żałuje, że nie zrobiła już nic więcej zlego. Jedną z najbardziej znanych pieśni Cave’a jest zaśpiewane w duecie z Kylie Minogue „Tam gdzie rosną dzikie róże”. W katowickim teatrze w tym utworze słyszymy Magdalenę Kriger i Roberta Talarczyka. Świetnie zgrane głosy obojga podkreślają tragizm wyłaniający się z tekstu: granica miłości i śmierci jest trudna do zauważenia, więc łatwa do przekroczenia. Ten śpiewany, czuły dialog oddaje w pełni klimat oryginału, który oparł się próbie czasu. Na sam koniec wszyscy aktorzy wzruszają widzów innym hitem Cave’a, „Into my arms”. Katowickie „W ramionach mych” w tłumaczeniu Talarczyka równoważy uczucia, które zbierają się w widzach od pierwszej piosenki. O ile we wcześniejszych songach było zawsze pewne niedopowiedzenie, jakaś tajemnica, obawa, o tyle w ostatniej uczucia są skondensowane, pozytywne i łapiące za sercem (ale nie banalne albo kiczowate!). Prośba do aniołów o wstawiennictwo niejako równoważy wcześniejsze „złe” wcielenia Cezarego Kruszyny. Poruszające deklaracje aktorek i dające bezpieczeństwo męskie głosy długo po spektaklu szumią w głowie… Niektórym szumią w oryginale, bo teatr Korez prowadzi stałą sprzedaż płyt z profesjonalnie nagranymi utworami ze spektaklu. Sztuka „Ballady kochanków i morderców wg Nicka Cave’a” ma w sobie taką siłę wyrazu, że nadaje się zarówno dla fanów Cave’a, jak i dla zupełnych laików, którzy nie znają twórczości australijskiego wokalisty. Dzieje się tak dlatego, że na teatralnych deskach panuje równowaga między genialnością autora piosenek, a genialnością interpretacji i pomysłów występujących aktorów. To nie są „czyjeś” piosenki śpiewane przez „obojętnie kogo”, lecz świetny materiał wykonany przez artystów z najwyższej śląskiej półki. Obowiązkowe zarówno dla fanów teatru, jak i dla fanów dobrej muzyki.
„Ballady kochanków i morderców wg Nicka Cave’a” Premiera: 22.02.2002
|
|
| Zmieniony ( 01.07.2008. ) |
| « poprzedni artykuł |
|---|


