Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
http://www.trafri.net/images/logo-teatr.jpg


Będzie to piosenka o nas i komecie
Wpisał: Julia Korus   
10.07.2008.

Kometa czyli ten okrutny XX wiek wg Nohavicy" Teatr Korez, Katowice

Zawsze miałam słabość do spektakli muzycznych. Nigdy nie pogardziłam nawet najbardziej kiczowatym musicalem – monumentalność tej formy za każdym razem wgniatała mnie w fotel. Okazało się jednak, że nie potrzeba zaangażowaniu kilkudziesięciu aktorów i tancerzy, aby wystawić spektakl muzyczny. W Korezie wystarczyło kilku profesjonalistów-zapaleńców i jeden wzór, mistrz, autorytet: Jaromir Nohavica. Sympatyczny Czech na swych koncertach od wielu lat gromadzi kilkutysięczną, uwielbiającą go publiczność. Ten „stary wyjadacz” sceny na deskach teatru Korez wyraźnie wzruszony mówił, że wiele lat temu zasiał w Polsce ziarno, z którego teraz wyrosły piękne kwiaty. Co tak wzruszyło barda, ikonę muzyki czech-folk?

Artyści Korezu stworzyli spektakl „Kometa czyli ten okrutny XX wiek wg Nohavicy”. Jest to sztuka, na którą składa się 19 spolszczonych songów Jaromira, tłumaczonych zarówno przez takich znawców tematu, jak Renata Putzlacher i Tolek Muracki, jak i przez Mirosława Neinerta (siła napędowa i dyrektor Korezu) i Roberta Talarczyka (dyrektora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej). Ten duet nie tylko współreżyseruje „Kometę”, ale również śpiewa w nim, mając za partnerki Elżbietę Okupską (pierwszą damę śląskich scen) i Iwonę Loranc (piękną bielską aktorkę). Ta czwórka za pomocą „pisniczek” Nohavicy pokazuje losy zwykłych ludzi wtrąconych przez los w tytułowe „divne stoleti”, XX wiek. Owe stulecie już za nami, może dlatego Korezowcy potrafili spojrzeć nań z takim dystansem?

Jaromir Nohavica znany jest jako artysta z pogranicza kultur. W jego songach, poza czeskimi, rozbrzmiewają m.in. dźwięki żydowskie (sugestywny Talarczyk w „Cieszyńskiej”) i bałkańskie (duet „Sarajevo”). Aktorzy przedstawiają człowieka wplątanego w bezsensowną wojnę („Wielka woda” Okupskiej), w politykę (wiecznie aktualne i mocno oklaskiwane „Panie prezydencie” Neinerta), w emocje sportowe (przezabawny „Futbol”, który ku wielkiej aprobacie widzów, został wzbogacony nawiązaniem do ostatniego meczu Polska – Austria). Wielkim plusem spektaklu jest gładkie poruszanie się artystów pomiędzy konwencjami. Wzruszamy się przy „Gdy rano skoro świt” (żeńska część widowni wzdycha spazmatycznie), żeby już za chwilę płakać… ze śmiechu przez Łebskiego Franka, który waha się w „Milionerach”, czy ukulele to polne kwiecie, bułgarska skała czy hawajski instrument. Trzeba tu wspomnieć o świetnym pomyśle ze swoistym karaoke dla widzów oraz o Neinercie w roli Huberta i dyrektora cyrku w jednej osobie. Na uwagę na pewno zasługuje też Iwona Loranc ze swoją interpretacją „Babilonu”: śliczna, naturalna aktorka śpiewa ten utwór tak, że nie można się oderwać!

Bardzo sprawnie Korezowcy poradzili sobie z podziałem ról w piosenkach. Wydawać by się mogło, że tak osobiste i „męskie” pieśni nie są podatne na jakikolwiek podział. Słyszymy jednak bardzo udane duety („Zestarzeć nam się przyszło” Okupskiej i Neinerta, „Sarajevo” Loranc i Talarczyka) i kwartety („Futbol”, „Jaskółko leć”). W pamięć wryła mi się piosenka „Mikymauz”. Mój ulubiony utwór Nohavicy, w tłumaczeniu Tolka Murackiego, został przez Loranc i Talarczyka zaaranżowany w pełen goryczy dialog ludzi dotkniętych wypalonym uczuciem. „Miłość bym skreślił!” Widz zostaje zaatakowany takim kalibrem uczuć, że aż nie chcę się wierzyć, że to teatralna fikcja.

Zaskakującym elementem sztuki jest scenografia, pozornie bardzo skromna. Na wielkim ekranie wyświetlane są jednak obrazy nawiązujące do piosenek (niebo, jaskółki, woda, nawet Gagarin). Być może momentami banalne, zbyt sugestywne są to nawiązania, lecz przez prawie cały spektakl ekran świetnie spełnia swe zadanie. Autorka scenografii, Ewa Satalecka, otrzymała za swoje dzieło Złotą Maskę 2008.

Rozumiem, skąd wzruszenie Nohavicy, który w połowie czerwca siedząc na widowni oglądał spektakl. Wzrusza pasja, którą ocieka każda piosenka. Wzrusza zaangażowanie utalentowanej czwórki. Wzruszają wreszcie świetne tłumaczenia i interpretacje tekstów barda. Wzrusza uniwersalność prezentowanych wartości i ideałów. Wszak tytułowa „Kometa” to pieśń „o wszystkich ludziach co żyli na tej planecie”. Wszystko się zgadza.


Teatr Korez, Katowice
Reżyseria: Robert Talarczyk, Mirosław Neinert
Scenariusz: Robert Talarczyk
Scenografia, animacje i kostiumy: Ewa Satalecka, Dariusz Łęczycki
Światło i dźwięk: Sergiusz Brożek
Tłumaczenia tekstów: R. Putzlacher, T. Muracki, A. Ozga, J. Handzlik, J. Legoń, M. Neinert, R. Talarczyk
Obsada: I. Loranc, E. Okupska, R. Talarczyk, M. Neinert
Premiera: 31.03.2007

Zmieniony ( 12.08.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »