| Ze SchIZZOidalnego Punktu Widzenia |
| Wpisał: Izabela Barber, Izzo | |
| 22.12.2004. | |
|
PEWNEGO LATA Stado szarych ptaków przemierza błękit niebios... Niesie je kolorowa pieśń o tym co widziały... o czerwonej woni róży, która tak piękna próżną i dziwną się okazała. O żółtej barwie księżyca w pełni, o dziko wyrazistych kolorach tęczy, która pojawiała się w okresie letnim.. o fiolecie zachodzącego słońca, przygaszonym brązie nadchodzącej jesieni... Odleciały ptaki pozostawiając po sobie pieśń, która gra w duszy. Pieśń życia... PEWNEJ JESIENI "Olewam to..." pomyślałam, kiedy w czwartek wczesnym rankiem na żółtym zegarze ściennym zamajaczyła mi godzina 7.. "ale może jeszcze zdążę..." jak oparzona wyleciałam z łóżka i mało się nie zabiłam o kapcie i ciuchy porozwalane na podłodze. Pobiegłam do korytarza. Noooo tak, zwolnienie nie podpisane. No to nie jadę. Pojadę sobie prosto do lekarza. Za 40 minut przyjechali rodzice z pracy. Hmmm, w zasadzie mogliby mnie zawieźć. Tata nie odmówiłby mi kursu, zwłaszcza do szkoły... Ale znowu miałabym się spóźniać..! Aaaa olewam to, idę spać. Przywitałam się grzecznie, oni zajęci swoimi myślami, swoim zmęczeniem poszli spać... ja zrobiłam to samo. Do szkoły nie trafiłam, natomiast dzień "MIMO WSZYSTKO" był baaardzo udany =D kolejka u lekarza "No przecież mówiłam pani, że to załatwia lekarz! tu sobie proszę usiąść i czekać" -pretensjonalnym tonem wywaliła mi blondyna w białym mundurku. Dooooobrze. Zajęłam posłusznie miejsce po czym zaczęłam obserwować dziewczynkę po drugiej stronie korytarza. Chlipała cały czas, w jej oczach malowała się ogromna rozpacz. Miała drobniutką twarz czerwoną od łez, chudziutką rączką trzymała się za ramię. "A a..a..alllle to bobolaaało ...!" Po jej lewej stronie siedziała zdenerwowana kobieta, która wyglądała mi na matkę. Była równie chuda, a zamiast ust miała cienką czerwoną kreskę. "A myślisz, że Natalię to nie boli. Ona nie miała szczepionki i tylko ty cierpisz najbardziej, no biedna jesteś strasznie. Przestań już histeryzować, już ja znam te twoje gry... oj nie denerwuj mnie już!"- cyniczny monolog katował biedną małą jasnowłosą, która prawie dławiła się już swoimi łzami. Po prawej stronie dziewczynki siedziała natomiast owa Natalia. Była od niej wyraźnie jakieś 3 lata starsza. Ze stoickim spokojem trzymała jeszcze watkę na ramieniu z miną "mnie to wcale nie boli, ja to jestem po prostu dzielna, po prostu normalna, JA TO JESTEM DE BEST, mama jest pewnie ze mnie dumna... a zresztą.." ... trudno jest postępować z dziećmi właściwie. Coraz częściej utwierdzam się w przeświadczeniu, że nie przepadam na tymi małymi potworkami PEWNEJ ZIMY Nie wiem dlaczego, ale zawsze jest 100 różnych ważniejszych rzeczy, które muszę zrobić, kiedy trzeba iść ją odwiedzić. Nie lubię tego. Co chwilę zerkam na zegarek, jak powoli wędrują wskazówki po tarczy małego zegarka. Ma na imię Adela. Postury proporcjonalnej, niska, koślawe nóżki ledwo, ledwo wleką się po ziemi, bywają niesforne... przewracając właścicielkę. Posługuje się niegramatyczną staropolszczyzną z wstawkami niemieckimi. Lubi mówić o sobie, o swoich przygodach, które zdążyła przeżyć i które są wspaniałe, bo "kiedyś to było inaczej, a dzisiaj to wszystko- nic". Zapomina co miała powiedzieć, ale pamięta doskonale w którym roku na jakiej ulicy i za ile kupowała meble... Zajmuje się sprzątaniem, jedzeniem lekarstw, zapisywaniem kiedy i o jakiej godzinie bierze pigułkę oraz baczną obserwacją swojego ciała. Wszystkie obserwacje skrzętnie zapisuje, żeby potem przedstawić słuchaczowi, który się napatoczy i zbytnio nie oponuje przed wysłuchaniem jej... Żyje nader świadomie i interpretuje wszystko co widzi i słyszy. Z tym drugim niestety gorzej, bo jest już nieco przygłuchawa... Ogląda telewizję- nie jest to jednak dla niej zbyt korzystne, bo w "Modzie na sukces" bohaterowie robią coś, co nazywa "klocowaniem", czyli (dla niewtajemniczonych) uprawiają namiętne filmowe pocałunki, nie podoba jej się to zupełnie - bo za Jej czasów tego nie było, za Jej czasów nawet Paul (pradziadek, którego nie miałam niestety okazji poznać) wstydził się iść z nią pod rękę. Ogląda też wiadomości i programy polityczne, to także ma niedobry wpływ na Jej nerwy- tak zasranej Polski, nie było jeszcze nigdy. A będzie jeszcze gorzej i naturalnie wybuchnie wojna... Babcia, mimo, że czasem trochę irytująca, ma też swoje dobre cechy. Jak ma dobry humor, śmieje się z wszystkiego, pokazuje mi stare zdjęcia i opowiada te... weselsze przygody. Bo ona, jak twierdzi, przez całe życie była dobra i wszyscy ją lubili ... No cóż, nie ma to jak być samokrytycznym wobec siebie. Ale potem zaraz dodaje "no! ale samochwała w kącie stała!" i wybucha śmiechem. Największy ubaw mam, kiedy Babcia postanawia podarować mi jakiś świetny ciuch, który jest prawie nowy! Bo chociaż trochę już przeżył... przeleżał w szafie walcząc dzielnie z molami, mało był noszony i kolorek taki modny i na pewno będzie wyglądałby na mnie świetnie.... Niewątpliwie. Jakieś 50 lat temu. Taka jest moja Prababcia, która ma już 94 lata... idę jej właśnie posprzątać mieszkanie. Jak co tydzień w piątek. JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ Wyglądała tak zabawnie roztkliwiająco, wyłożona na dwuosobowej wersalce naszego gościnnego pokoju. Opatulona pomarańczowym szlafrokiem, w ogromnych okularach zakrywających pół twarzy, takich okularach sprzed pół wieku, albo i więcej. Ze wzrokiem skierowanym w kierunku naszego telewizora. Cera jej lśniła od tłustego kremu, a policzki rumieniły się od ciepła. Wyglądała jak "kochana prababcia z filmów", jak ta najstarsza z rodu, wobec, której wszyscy chylą głowy i której się radzą. Pierwszy raz widziałam ją w ten sposób. Dziwnie kontrastowe zjawisko. Bo ona wcale taka nie jest. W trudnej starości, nie tej filmowej- cudownej, złotej jesieni życia, ale pośród dużego starego mieszkania o wysokim suficie, takim które trudno zagrzać. Mało kto z uwagą słucha jej rad, jeszcze do niedawna były lamentami, krzykiem bezsilnym pośród głuchoty współczesności. Kontrastowe zjawisko. Mała nieporadna istota z ogromnym bagażem doświadczeń 95 letniego życia. Kto potrafi tyle unieść? Ona unosi. I teraz mogę przyznać, że dumnie. Że z klasą. Naprawiła się ostatnio. Po wyjściu ze szpitala dziwnie się odmieniła. Nie poznaję tej prababci, co mieszka pół piętra wyżej ode mnie. Nie poznaję jej! Nie płacze już... nie mówi, że życie jest "zasrane" i że wszystko to lipa. Może kontakt z innymi ludźmi, dużo młodszymi, a przecież w znacznie gorszym stanie tak dobrze na nią wpłynął? Może poczuła się lepsza od innych. Poczuła swoją moc! Odmienną od tej, którą ma się w wieku 18, 30, 50, 70 lat... ale jednak wielką! A może to, że teraz odwiedzamy ją częściej, wpadając choćby na 10 minut z pytaniem "co słychać?" To wszystko sprawiłam że jej wyblakłe tęczówki śmieją się teraz bez przerwy. Cieszy z każdej wizyty, żartuje, wystawia się jako pierwszą damę towarzystwa. Na dodatek, mało brakuje, żebym te jej żarty nazwała formą flirtu! Jeżeli jeszcze o tym może być mowa. Dumna jest. I silna. I bardzo samodzielna. Mówi, że kiedy czuje dopadającą ja chandrę, czyta sobie modlitwy z książeczki. W zasadzie to książeczka jest tak stara i zniszczona, że pożółkłe kartki nie dają odczytać już liter... ale Babcia zna je wszystkie na pamięć. Zdaje się czerpać z każdej chwili garściami, myśleć... pozytywnie? Zdaje się wierzyć, że póki jeszcze tu jest, może wiele zdziałać, dzięki tej swojej gorliwej modlitwie. Cała jej teraźniejsza egzystencja jest modlitwą... Jej rozpaczliwie wypowiadane prawdy, kiedy trzyma mnie mocno za rękę i patrzy głęboko w oczy: najważniejsza jest rodzina i zgoda! To stale jest aktualne... Moja mała Babiczka. Moja Babcia Adi. *** |
|
| Zmieniony ( 12.02.2009. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
