Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
Trafri Sztuka - Logo


Ten to ma łeb - o Wilhelmie Sasnalu.
Wpisał: Marta Owsik   
23.08.2008.

Wilhelm Sasnal to artysta dwubiegunowy: młody, wykształcony, wręcz elitarny, a zarazem buntowniczy i undergroundowy. Jego dzieła nie ograniczają się tematycznie i stylistycznie, impuls do tworzenia czerpie on ze źródeł powszechnie dostępnych (reklama, komiks, muzyka). Tematy jego prac oscylują między błahością, a powagą. Pędzlem opowiada „życie” (swoje, wszystkich). Z jednej strony odnosi się do rzeczy prostych, uniwersalnych, znanych i doświadczanych przez większość społeczności, z drugiej strony dotyka on także historii i niebanalnych wydarzeń (mam tu na myśli m.in. cykl dzieł poświęconych Holocaustowi), przedstawiając ich zarys w postaci obrazów psychologicznych, wywołujących wielość interpretacji, skojarzeń, prowokujących do kontemplacji. Artysta prowadzi dialog z obserwatorem, raz próbuje opowiedzieć nam jakąś historię, innym razem sprawdza naszą wiedzę o sztuce. Gra konwencjami. Jego dzieła są czasem wręcz niezrozumiałe, trudne w odczytaniu, siła abstrakcji nie pozwala ich rozszyfrować. Wtedy właśnie przydaje się Pani przewodnik, która opowiada o tym, co autor miał na myśli. Właśnie takie dzieło abstrakcyjne wybrałam do analizy i interpretacji. Urzekło mnie ono zarówno swoją prostotą techniczną, jak i  zawartą w sobie głębią emocjonalną.

Mam tu na myśli obraz pod tytułem „Mosh pit”, przedstawiający podłogę, ziemię pod sceną, która przeżyła właśnie taniec pogo. Udeptana, szara i brudna przestrzeń. To banalne przedstawienie, niewymagające kunsztu artystycznego (namalowane poprzez rytmiczne uderzenia pędzla, z każdej strony wyglądające tak samo) jest nadzwyczaj oryginalne, głównie poprzez swój temat. Ja z początku myślałam, że są to udeptane winogrona, przeznaczone na wino, sprowokował mnie do tego kolor i kształt uzyskany poprzez narzędzie pracy malarza. Sasnal nie opowiada historii, nie jest także kreatorem sztucznej przestrzeni (jakby tak było, namalowałby np. zgubiony but), wyrywa natomiast zdarzenie z całości, odtwarza je, nie pozbawiając go kontekstu. Uwzniośla i mistyfikuje taniec pogo i emocje z nim związane, kieruje ten obraz do kogoś, kto przeżył taki koncert, taką „rzeź”, oddychał razem z nim pyłem unoszącym się podczas tego rytuału, obijał się o spocone ciała tańczących partnerów itd. Obraz jest niczym doświadczenie pozawizualne, widoczny jest jedynie efekt zdarzenia, a cały przebieg koncertu jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
 
Wydaje mi się, że sposób wykonania dzieła też nie jest jednoznaczny, te rytmiczne uderzenia pędzla są dla mnie alegorią skaczącego tłumu. Sasnal niewątpliwie tworzy obraz muzyczny, dźwięczny, nader hałaśliwy. Utożsamia się z pewną mentalnością subkultury młodzieżowej. Z tej undergrandowości, którą oglądamy na obrazie bije intensywna energia, siła. Ściekająca farba na płótnie nie pozwala na ustalenie gdzie znajduje się dół, a gdzie góra obrazu. Można, więc śmiało powiedzieć, że w trakcie procesu tworzenia dzieła, autor nie posługiwał się główną zasadą plastyczną. Malarstwo kładzie nacisk na pracę ręki przy niezmiennej pozycji płótna, Sasnal wbrew tej regule, obraca obrazem – bo tak wygodniej.
 
Interpretacja podłogi jest dowolna. Z jednej strony te plamy w odcieniach szarości mogą służyć do ujednolicenia tłumu, skaczącej masy, która swoim bytem nie reprezentuje niczego, tylko brud społeczny, który według władzy należy sprzątać, czyścić (nawracać) i niwelować. Z drugiej zaś strony ta wydeptana powierzchnia może być zwykłym podziękowaniem za koncert, obrazem dobrej zabawy. Ta pierwsza jest trochę hiperbolizowana, ja opowiadam się za drugą i myślę, że Sasnal także – jako przedstawiciel takiej subkultury.
Podsumowując: Wilhelm Sasnal obecnie figuruje w mojej myśli jako bliski mi artysta, z którym mogę się utożsamić poprzez doświadczenia muzyczne. Tytuł mojej pracy jest niewątpliwie komplementem. Sasnal jest inteligentnym i spostrzegawczym człowiekiem – obserwuje, wybiera i odtwarza rzeczywistość, trzyma głowę na karku. Z drugiej strony ma bardzo wytrzymały łeb, nie stracił go podczas wariacji w tańcu pogo i uodpornił się na intensywny „Światłowstręt”.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »