Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
Trafri Sztuka - Logo


Pomnożony Wyczółkowski
Wpisał: Barbara Kaźmierczak   
31.08.2008.

Wystawa w Muzeum Śląskim „2* Wyczółkowski. Więzy” ma za zadanie poinformować, pokazać i zestawić twórczość dwóch panów malarzy spokrewnionych ze sobą, choć niezbyt blisko.

 Pierwszy z nich; Leon Wyczółkowski, artysta może dobrze to za duże słowo, ale nieźle znany. Jego twórczość przypadała na drugą połowę XIXw. i znaczną część XX (zmarł w 1936r.). Malarz w ciągu swojego życia miał szansę zaobserwować wiele powstających i wciąż zmieniających się nurtów malarskich, toteż nie pozostając na nie obojętnym był twórcą wszechstronnym. Malował farbami olejnymi, rysował pastelami i węglem, ale też wypowiadał się w litografii. Tworzył dzieła realistyczne, impresjonistyczne. Pejzaże, sceny rodzajowe, portrety. Inspirowało go życie codzienne równie dobrze jak orient.

Natomiast Leszek Wyczółkowski – jak informują – organizatorzy jest stryjecznym prawnukiem Leona, ukończył warszawskie ASP i obecnie mieszka w Kanadzie. Preferuje grafikę, odżegnuje się od wszelkiego realizmu, wyraża się w zgeometryzowanych formach, które przemawiają do widz metaforą i symbolem.

Prace młodszego malarza w śląskim muzeum ilościowo przeważają nad starszym krewnym. W większości stworzone są wg schematu: sześć symetrycznie rozłożonych kwadratów, wewnątrz nich (nie wszystkich) treść. Tworzą ja zarówno gładkie powierzchnie o jednolitym kolorze, proste kształty geometryczne, jak i odbite faktury np. kory drzewa. Każde dzieło opatrzone jest tytułem i dopiero po jego przeczytaniu wszystko się rozjaśnia, bo początkowo ilość prac trochę przytłacza. Po zanalizowaniu nazwy i treści obrazu widać dokładnie to, co czym mówi. Wszystko przekazane jest z niesłychaną, genialną wręcz prostotą i niezwykłą trafnością. W wyobraźni obrazy te przestają być abstrakcją, a krystalizują się jako wizerunek, tego co często jest niematerialne, więc niemożliwe do zakomunikowania przez malarza- realistę. Ten minimalizm środków prowadzi do maksymalizacji treści.

Zgoła inaczej rzecz wygląda z Leonem. Ilościowo jego dzieł jest mniej więcej 20% tego, co udostępniono od Leszka. Można jeszcze mieć nadzieję, że jakościowo się obroni, ale tu też pudło, bo co mamy; kilka rysunków przedstawiających drzewa, szkic do późniejszego obrazu krzyża w kaplicy wawelskiej, dwa olejne obrazy martwej natury, oraz pejzaż górski (Tatr) wykonany pastelami, ale mnie osobiście kojarzący się z rysunkiem gimnazjalisty wykonanym na lekcję plastyki. Tyle. Jedyne, co można po tej wystawie pomyśleć o autorze to to, że faktycznie posługiwał się wieloma technikami i nie ograniczał się do jednej tematyki. Ale są to prace jakby próbne, żeby nie powiedzieć gorsze. Wystawa ta może nawet całkowicie zniechęcić do twórczości tego malarza. Pomyśleć, że zaledwie piętro niżej jest jego wspaniały impresjonistyczny obraz pt. „Siewca” zachwycający rześkością kolorów, ciekawym ujęciem modela i dynamizmem. Widać na nim ruch powietrza!

Twórczość Wyczółkowskich trudno porównywać. Organizatorzy wystawy widzą pokrewieństwo w zamiłowaniu do grafiki i do przyrody, jednak są to podobieństwa niezwykle odległe (lub za mało pokazane), dlatego uważam, że tych artystów nie należy porównywać (czy komukolwiek przyszłoby to do głowy, gdyby nie nosili jednego nazwiska?) Można się cieszyć, że Leszek nie powielał w żaden sposób malarstwa Leona, co przecież w rodzinnych tradycjach się zdarzało np. Kossakowie, a wybrał własną drogę.

Wystawę jednak polecam, z małą radą; najpierw obejrzeć ekspozycję stałą malarstwa polskiego by zobaczyć „starego” Wyczółkowskiego, a następnie tę opisaną przeze mnie, by nacieszyć oko poruszającymi wyobraźnię grafikami „młodego”.

 

Wystawa potrwa do 12 października. 

Zmieniony ( 03.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »