Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
http://www.trafri.net/images/logo-teatr.jpg


Mirosław Neinert, czyli Feliks Rzepka, czyli Cyrano de Bergerac, czyli on!
Wpisał: Julia Korus   
29.09.2008.

Gdyby nie Mirosław Neinert, nie byłoby teatru Korez, to oczywiste. Ale gdyby nie Mirosław Neinert, każda ze sztuk tego teatru byłaby uboższa. Obdarzony niezwykłym talentem i zacięciem komediowym aktor zdobył serca widzów niezapomnianymi rolami m.in. w „Scenariuszu dla trzech aktorów” i „Kwartecie dla czterech aktorów”, „Homlecie”, a także rolą pana domu w „Cholonku” oraz kreacjami śpiewających bohaterów w „Komecie” i „Balladach kochanków i morderców”. Gdyby porównać grę aktorów do puzzli, Neinert zawsze pasował idealnie do układanki. W przedstawieniu „Kolega Mela Gibsona” nie ma reszty Korezowców. Pierwszy raz w historii teatru możemy oglądać sztukę tylko w wykonaniu pana dyrektora.

Monodram na potrzeby Korezu napisał Tomasz Jachimek, artysta bardziej kojarzony z działalnością kabaretową niż dramaturgiczną. Dwukrotny laureat Przeglądu Kabaretowego PaKa, współpracownik III programu Polskiego Radia, felietonista, współprowadzący popularne „Szkło kontaktowe”… dramaturg? Człowiek-orkiestra? Na to wygląda – tekst „Kolegi Mela Gibsona” jest bez zarzutu. Pomysł, anegdoty i dynamika nie pozwalają oderwać myśli ani na chwilę, sztuka nie ma słabych punktów.
    Głównego bohatera, Feliksa Rzepkę, poznajemy w celi więziennej, wyposażonej jedynie w stół i krzesło. Po kilku minutach już wiemy, z kim mamy do czynienia, gdyż bohater wciąż wplata w swoje wypowiedzi stwierdzenie: „Feliks Rzepka, czyli Cyrano de Bergerac, czyli ja”. Niemym i nieobecnym bohaterem sztuki jest Komisarz, który przyszedł do celi Rzepki i mimowolnie stał się dla niego widownią (fakt, dość skąpą, ale zawsze). Rozmowa panów nagle przekształca się w sztukę graną przez Rzepkę dla dość sceptycznego Komisarza. Przez ponad godzinę Feliks bawi policjanta, a my możemy podglądać to widowisko…
    Feliks Rzepka przez 25 lat w miejscowym teatrze grał główną rolę w sztuce Edmonda Rostanda „Cyrano de Bergerac”. Lubiany i podziwiany przez ludzi, coraz bardziej niechętnie odbierany przez resztę aktorskiego zespołu (żeby sobie wydłubał oko łyżeczką do herbatki…), wypowiadał się w gazetach (obok prezydenta Uszoka i piosenkarza Cugowskiego), udzielał wywiadów, a jego nazwisko wciąż rosło na plakacie (wszak jest różnica pomiędzy „Cyrano de Bergerac, w roli głównej Feliks Rzepka”, a „Feliks Rzepka w roli Cyrano de Bergeraca”, prawda?). Gdy dyrektor teatru po ćwierćwieczu postanowił zdjąć spektakl z afisza, nasza bohater stał się rozgoryczonym bezrobotnym z pretensjami (ciągłe pytania, jak można było j e g o zwolnić, przecież on j e s t Cyrano de Bergerakiem). Ogromnym plusem sztuki są wspomnienia, które Rzepka wplata w swój monolog. Salwy śmiechu wywołały scenki z „chałturzenia” na stacji benzynowej BP (zgrabny „product placement”) i przede wszystkim dla Polonii mieszkającej za oceanem. Rzepka przyznaje się, że zawsze pierwsza i ostatnia próba miała miejsce na pokładzie samolotu lecącego do Ameryki, gdzie on, Feliks Rzepka, czyli Cyrano de Bergerac oraz „Okupa” (Elżbieta Okupska, znana twarz śląskich scen) i „Talarek” (Robert Talarczyk, obecnie poważny dyrektor bielskiego teatru) opowiadali kawały i śpiewali piosenki. Gdy Neinert opowiadał, jak „wkręcał” ludzi w samolocie i niemal podświadomie zmuszał ich do śpiewania „O mój rozmarynie”, mała sala teatru Korez wypełniła się śpiewem wszystkich widzów. Magia teatru, manipulacja czy magia Feliksa Rzepki? Widziałam, jak ludzie płaczą ze śmiechu, gdy Rzepka opowiada o tym, jak „Okupa” i „Talarek” wymieniali otrzymane w prezencie bilety do klasy biznesowej na klasę turystyczną (celem otrzymania ponad 100 dolarów zwrotu). I to był ich wielki błąd, gdyż właśnie w klasie biznesowej Rzepka siedział obok Mela Gibsona… Również przezabawna była historia, która udowadniała, że aktor jest aktorem nie tylko na teatralnych deskach, lecz przede wszystkim jest nim w prywatnym życiu. Rzepka pokazuje, jak można grać, mając za widownię kafelki łazienkowe i opowiada o lękach związanych z zawodem: utrata głosu (od razu podejrzewa raka) czy złamana noga (a to tylko siniak) powodują domowe piekło i psychozę wśród członków rodziny. Aktor nie potrafi odmówić sobie nawet pouczania studenta, który w przebraniu Mikołaja roznosi prezenty. A gdy jest poproszony o recytację wiersza, bez wahania wybiera poemat dygresyjny „Beniowski” (ci, co czytali Słowackiego, pamiętają, że utwór to niekończący się koszmar…). Na koniec dowiadujemy się, co Feliks robi za kratami. Zmęczony swoją sytuacją, marzący o powrocie w chwale na scenę, pragnie stworzyć swój własny teatr. Pieniądze na ten cel aktor chciał… ukraść w kantorze. Jedni mówią, że tam zgubiła go własna próżność: dziewczyna w okienku rozpoznała w nim dawną gwiazdę i poprosiła o zdjęcie z autografem. Ja widzę w tym jednak pewien pierwiastek spełnienia, uspokojenia samego siebie. Rzepka pragnął być rozpoznany, lecz nie dostrzegałam w tym już próżności, ale emocjonalną potrzebę istnienia w umysłach ludzi. Komisarz stwierdził, że gdyby wszyscy przestępcy byli jak Rzepka, to policja miałaby stuprocentową wykrywalność. Gdy na koniec z więziennego radiowęzła słychać głos Krzysztofa Cugowskiego, na twarzy Rzepki maluje się wyraz tak ogromnego szczęścia, że aż zaczyna z radiem śpiewać słowa „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…”. Wszak Feliks po łacinie znaczy… szczęśliwy!
    Tomasz Jachimek w wywiadach podkreśla, że pomysły do tekstu czerpał całymi garściami z własnych obserwacji świata show biznesu. Tekst nie jest jednak złośliwy, nie atakuje nikogo konkretnego, raczej ośmiesza panujące w świecie kultury związki i koneksje. Sztuka zyskała na aktualności dzięki wprowadzeniu elementów śląskiego kolorytu lokalnego: debata w sprawie dworca w Katowicach. Okupa, Talarek i prezydent Uszok są odnośnikami, dzięki którym Rzepkę łatwo umieścić w którymś ze śląskich teatrów.
Dawno w Korezie nie widziałam tak długich oklasków na stojąco, zachwycona publiczność nie pozwalała zniknąć Neinertowi (Rzepce? Cyranowi?) za kulisami. Bardzo cieszy mnie fakt, że Neinert doczekał się swojego prywatnego i niepodzielnego sukcesu, dodatkowo podpartego nagrodami: główną na VI Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie oraz Złotą Maską 2008 za rolę męską. Na pewno jesienią obejrzę monodram jeszcze raz – za pierwszym razem mogło mi coś umknąć z powodu niekończącego się śmiechu widowni. Chciałabym życzyć Feliksowi Rzepce, żeby doczekał się takiego teatru, jakiego doczekał się Mirosław Neinert!


Teatr Korez
Tomasz Jachimek „Kolega Mela Gibsona”
Reżyseria: Waldemar Patlewicz
Występuje: Mirosław Neinert
Światło i dźwięk: Sergiusz Brożek
Prapremiera: 15.12.2007

Zmieniony ( 30.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »