|
Co wiemy o Litwie? Sądzę, że w większości informacje o niej ograniczają się do położenia geograficznego, stolicy oraz tego, co zostało w głowie po szkolnej lekturze utworów Mickiewicza. Nota bene już on powiedział: „O Litwinie, dalibógże! Mniej wiemy niż o Chinach”. Postanowił to zmienić m.in. Związek Artystów Litewskich, który pod kuratelą Krzysztofa Stanisławskiego i BWA w Bydgoszczy zorganizował wystawę „Litwa – OD-NOWA”, która jest dostępna w katowickiej Galerii Szyb Wilson od 9 października do 30 listopada, tworzą ją trzy ekspozycje dające wiedzę o historii i sztuce nadbałtyckiego kraju „w pigułce”.
Zaraz po wejściu czekają na nas fotograficzne wspomnienia lat 1944-1953, czyli okresu walki partyzanckiej w litewskich lasach. Przez dziewięć lat ok. 30 tys. partyzantów nie złożyło broni po zakończeniu II wojny światowej. Wystawa stara się przekrojowo pokazać życie tych patriotów. Mamy tu zarówno fotografie rodzinne, listy, portrety, grupowe zdjęcia przyjaciół. Na jednych są poważni, czujący podniosłość i historyczny wymiar chwili, na innych weseli, bo zostali uchwyceni w chwilach odpoczynku, czy zabawy. Nie brakuje makabrycznych dowodów zbrodni, na których widnieją ciała poległych rzuconych na stos, czy po prostu pozostawionych. Każda z fotografii opatrzona jest szczegółowym opisem i notką historyczną. Do obejrzenia zniechęcać może nagromadzenie wielu obrazów i wiadomości na małej powierzchni, ale gdy już zacznie się w nie wgłębiać trudno się oderwać. Niebezpieczne życie tych młodych ludzi wzbudza ciekawość.
Kolejną, a zarazem największą, odsłoną wystawy jest ekspozycja „Współczesna sztuka Litwy – OD-NOWA”. Organizatorom widać bardzo zależało na pokazaniu różnorodności rozwoju sztuki nowoczesnej w ich kraju. Królowały obrazy: abstrakcja geometryczna i organiczna, kolaże, fotomontaże, surrealizm, oprócz tego kilka instalacji, rzeźb, fotografii i pokazów video. Opisanie wszystkiego jest materiałem na spory elaborat, dlatego ograniczę się do kilku prac. Niezwykle przypadły mi do gustu abstrakcyjne obrazy Ramünasa Čeponisa, którego prace utrzymane w jednolitej kolorystyce, były bardo ciekawe; zapraszały odbiorcę do swojego świata, traktowały o rzeczach niedosłownych, niedookreślonych. Niejednoznaczne tytuły np.: „Kształty zanikają w spokoju twojego umysłu” dawały pole do indywidualnych interpretacji. Zgoła inaczej przedstawiała się sztuka Arünasa Vaitkünasa, które osobie nie mającej szacunku dla sztuki mogłyby przypominać twórczość lunatyka, który dostał do ręki pędzel i kolorowe farby. W tych pracach brakowało mi generalnego konceptu, czegoś, co wyróżniałoby twórcę spośród innych działających w tym trudnym w odbiorze gatunku malarstwa, a tytuły jak np.: „W stronę strumyka”, moim zdaniem jeszcze gorzej wpłynęły na ocenę, ponieważ abstrakcjoniści, jako niewielka grupa artystów, mają możliwość odtworzenia rzeczy niematerialnych, stanów wewnętrznych. Dlaczego z tego nie skorzystać?
Bardzo ciekawe były również prace Liny Joinke wykonane techniką kolażu; składały się na nie kolejno nałożone na siebie: zdjęcia, przezroczysta plastikowa płyta i wyszyte na niej części garderoby (pokrywające się z tymi na fotografiach). Pomysł interesujący, przykuwający wzrok i udowadniający, że wykorzystanie tkaniny jest mocną stroną sztuki litewskiej, o czym jesteśmy powiadamiani w folderze informacyjnym.
Genialne w swej prostocie było dzieło Konstantyna Gaitanziego pt. „Śliczna gwiazdka betlejemska”; na ekranie telewizora można było zaobserwować migającą żarówkę jarzeniową. Proste, czyste i z pomysłem.
Zachwyciły mnie absolutnie fotografie Acvydasa Lukysa opatrzone jedynie numerami wpisanymi w nazwę serii: „Koniec”. Czarno-białe zdjęcia przedstawiały przedmioty codziennego użytku, jak papier, czy koło, zniszczone lub zużyte. To był ich koniec, ich śmierć. Tu również królowała prostota i celność przekazu. Bardzo żałowałam, że nie udostępniono więcej prac tego artysty.
Wystawę zamykały dzieła wykonane aparatem fotograficznym przez Stanislovasa Žvirgždasa, który zdążył się już zasłużyć i poznać w swoim kraju, ale i poza nim. Czarno-białe prace dotyczyły ojczyzny twórcy. Wykonane szerokokątnym obiektywem miały dawać szereg płaszczyznę odbioru. Nie brakowało leśnych urokliwych pejzaży, wiejskich widoków, czy miejskich chodników i architektury, a wszystko osnute mgłą tajemnicy, jakiejś magii i niecodzienności, trochę przywodzące na myśl mickiewiczowskie utwory odnoszące się do Litwy. Czar jeziora Świteź i dworku w Soplicowie. Autor nie uwiecznił na swoich zdjęciach ludzi, może by zaznaczyć względną stałość kraju w jej wszelkich przejawach względem śmiertelnego ludzkiego życia.
Ale to nie wszystko, co przygotowali organizatorzy. Na wernisażu obejrzeć można było metaforyczne muzyczne przedstawienie, w bardzo ciekawej oprawie scenograficznej, posłuchać litewskiej muzyki (na żywo) oraz nieco zjeść i wypić. Nie wiem dlaczego myślałam, że do skonsumowania będzie coś związanego z krajem wokół którego wszystko się kręciło… chyba, że drożdżowe ciasto z owocami to ich produkt narodowy.
Całość, w mojej opinii, wypada bardzo dobrze. Najciekawsza ze wszystkiego jest ekspozycja sztuki współczesnej, która naprawdę ma bardzo wiele do zaoferowania, prawie dla każdego. Wystarczy się zatrzymać i chwilę pomyśleć. Przekrojowość tej wystawy może być poczytana zarówno jako zaleta jak i wada, Prawdą jest, że wywiązuje się z roli edukacyjno-informacyjnej, ale też wprowadza pewien chaos w odbiorze, nie wytwarza odpowiedniej atmosfery i wreszcie nie pozwala w pełni poznać, czy nacieszyć się widokiem tego, co akurat przypadło do gustu. „Litwa OD-NOWA”, łamiąca stereotypy, ucząca, pokazująca i intrygująca. Polecam. |