Trafri.net poleca: Film, Książki, Sztuka, Muzyka, Teatr
           
http://www.trafri.net/images/logo-teatr.jpg


Arcyśmieszny teatralny efekt przyjaźni polsko-słowackiej
Wpisał: Julia Korus   
21.10.2008.

Igor Šebo, uroczy aktor słowackiego pochodzenia mieszkający w Pradze, na festiwalu teatralnym w Zagrzebiu poznał najbardziej znane aktorki chorzowskiego Teatru Rozrywki: Marię Meyer i Elżbietę Okupską. W jednym z wywiadów przyznał, że urok obu pań przyszło mu docenić… we wspólnej garderobie, do której zostali skierowani obcy sobie artyści. Z tego przypadkowego spotkania wyniknęła polsko-słowacka artystyczna znajomość, w którą został również wciągnięty Robert Talaczyk. Na wspólne przedsięwzięcia teatralne nie trzeba było długo czekać. Šebo występował na galach sylwestrowych chorzowskiej Rozrywki, z Talarczykiem stworzył w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej „Intercity”, a dla całej trójki swoich polskich przyjaciół napisał komedię „Pomalu, a jeszcze raz!”, graną obecnie na nowej Małej Scenie w Chorzowie.

Załoga teatru Tanie Dranie szykuje się do premiery. Unia Europejska dostarczyła funduszy na czteroosobową sztukę, terminy gonią, data premiery zbliża się nieubłaganie, więc Ela, Marynia, Janusz i Robert ćwiczą co sił swoje nowe role. Janusza niestety nie poznajemy, bo w ferworze przygotowań jego delikatne aktorskie serce nie wytrzymało… Pozostała trójka w alkoholu szuka ukojenia po nagłej stracie przyjaciela. Początkowa depresja przeradza się jednak w gniew, że przyjaciel swoją śmiercią zdecydowanie pokrzyżował plany dotyczące premiery! I jak tu nie być wściekłym na zmarłego? Pogubionym artystom pozostaje jedynie szybko znaleźć kogoś w zastępstwie, więc uruchamiają wszystkie możliwe kontakty. Mirek z prywatnego teatru (domyślamy się, że chodzi o dyrektora Korezu) nie chce grać z Marynią, a na Jacentego ich nie stać (Jędrusik z Rozrywki). Wreszcie Marynia, niezbyt domyślna i naiwna istota, przypomina sobie pewnego dawnego znajomego… Jest on naprawdę ostatnią deską ratunku. Przed naszymi oczami rozgrywa się farsa w pełni.

Igora poznajemy, gdy nocą zakrada się przez okno do teatru Tanie Dranie. Po telefonie Maryni wsiadł w Pradze do swej „škody sto-dwadsat” i jak najszybciej przyjechał do Chorzowa. Między nim i Marynią wyraźnie iskrzy, Polka maślanymi oczami wodzi za blondwłosym Słowakiem, który w prezencie przywiózł „horcicku” (musztardę), lentilki i beherovkę. Początkowo sceptyczni Ela i Robert muszą zaakceptować obecność zagranicznego kolegi… Polsko-czeskie zabawy językowe są w tym spektaklu zabawne do granic. Nawet tak banalny zwrot jak „mam nadzieję” staje się początkiem łańcucha nieporozumień lingwistycznych, bo jak wytłumaczyć Czechowi, że „być przy nadziei” ma niewiele wspólnego z „mam nadzieję”, czeskim „doufam”? Zupełnie nieprawdopodobne skojarzenia nagle rodzą historię o królewnie Śnieżce i krasnoludkach. Wyjaśnienia, że czeska ”laska nebeska” to niebiańska miłość, a „mam napad” niechybnie oznacza, że ktoś ma jakiś świetny pomysł, na niewiele się zdają – pomiędzy aktorami wciąż powstają nowe, przezabawne nieporozumienia. To jednak nie jedyne powody do śmiechu, dostarczają go również świetnie interpretowane piosenki, do których muzykę napisał Jiři Toufar, stały współpracownik Šebo (autor muzyki na sześciu płytach aktora). Widzów rozbroiła piosenka Igora i Eli, gdy ta uczy sąsiada choreografii: niewysoka Okupska i delikatnej budowy Šebo tworzą na parkiecie przezabawną parę. Spory fragment sztuki zajmują osobne rozmowy pań i panów. Ela i Marynia, wypijając kolejną małą buteleczkę, wspominają swoje miłosne przygody, podczas gdy Robert i Igor przy wódce coraz mniej wyraźnie dyskutują o różnicach kulturowych. Są też momenty wzruszające, na przykład przepiękna piosenka Maryni i Igora, przepełniona liryzmem, śpiewana nieco po polsku, nieco po czesku. W tym tonie utrzymane są też piosenki Roberta, w tym „Komedianci”, utwór nafaszerowany tematyką szekspirowską. Teksty piosenek wyszły spod piór Talarczyka i Pavla Cmirala, a aranżacjami zajął się Andrzej Minkacz.

Siłą spektaklu jest dość popularny zabieg wprowadzenia na deski teatru… innego teatru. Na scenie mamy do czynienia z profesjonalistami, którzy na luzie wprowadzają do sztuki elementy prawdziwego teatralnego życia: do znudzenia powtarzane te same fragmenty, niekończące się nudne próby, przesądy (o spadających tekstach, łysych w pierwszym rzędzie, zakazie gwizdania)… Mimo że Igor nigdy nie wie, kiedy ma wejść na scenę (na znak stukania w słoik z wodą z ogórków) i za nic nie potrafi powiedzieć tekstu z pamięci, mimo awantur, nieporozumień, scen zazdrości (w końcu wychodzi na jaw, kto jest mężem Maryni, do której wciąż wyraźnie wzdycha Igor), mimo krańcowego załamania nerwowego, premiera oczywiście dochodzi do skutku w terminie. Finałowa piosenka musiała być odśpiewana drugi raz, publiczność tak bardzo domagała się bisów!

 Igor Šebo w ten sposób opisuje swoją przygodę z polskim teatrem: „Nie jestem pewny na sto procent, kto pierwszy wpadł na ten pomysł, ale według mnie to jest cud, że wszyscy o tym myśleliśmy. Cieszę się bardziej, niż gdybym dostał Oscara. Myślę, że największym szczęściem dla człowieka jest robić to, co go bawi, ale robić to z ludźmi, których się lubi i którym się ufa. No i zobaczcie, mnie się to zdarzyło!” Obyśmy częściej mogli oglądać sympatycznego Słowaka na deskach śląskich teatrów. Chciałoby się powiedzieć: zagrajcie to pomalu, a jeszcze raz!

"Pomalu, a jeszcze raz!"  Igor Šebomuzyka: Jiří Toufarteksty piosenek: Pavel Cmíral, Robert Talarczyk przekład: Jolanta Królreżyseria: Robert Talarczyk scenografia: Elżbieta Terlikowska choreografia: Jolanta Gabor-Chavez

Występują: Maria Meyer, Elżbieta Okupska, Igor Šebo (gościnnie), Robert Talarczyk (gościnnie)

Zmieniony ( 21.10.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »