s

z

h

s

z

Laboratorium Rzeczywistości.

| index | słowa | zdania | handmade | oblicze | sznurki |


<< <<

Fabryka

 

- Witamy w naszej fabryce - namiętny damski głos sączył się z głośnika nad uchem Iotta - co możemy dla ciebie zrobić?

"To na pewno blondynka, tak... Ma duże usta, zielone oczy i kształtne piersi. Zamawiam ją na wieczór!" - pomyślał mężczyzna. Przesunął dłonią po szorstkim podbródku. Czarny, trzydniowy zarost dodawał mu animuszu.

"Typ macho. Pewnie obmyśla jakby mnie przelecieć." Właścicielka głosu miała oko na delikwenta.

- Chciałbym u was nabyć coś, czego nie dostał nikt przede mną...

- Nie ma się o co troszczyć, używanych nie sprzedajemy. - W słowach można było odczuć irytację oraz znudzenie - Rozmiar?

- Musza być duże i pełne, może z 10 cm szerokości.

- Kolor?

- Zdecydowanie nie damski. Może o lekkim odcieniu fioletu albo brązu.

- Kształt, rysy?

- Ostre, zacięte, groźne.

- Struktura, stan?

- Niech będą zdrowe i miękkie, ale pozornie wysuszone. Chodzi o to, żeby po pierwszym rzucie oka do głowy przyszła myśl: "dużo już przeszły, ale i mnie mogą dać coś niesamowitego."

- Dobrze... Teraz pozycja w stopniach.

- Yhh...

- Widzę, że jesteś tu po raz pierwszy, podam wszystkie opcje, a ty wybierzesz jedną: 105, 90, 75, 50.

- Jakaś prezentacja?

- Niestety, musisz podjąć samodzielną decyzję, nie chcemy w żaden sposób wpływać na decyzję klienta.

- 90. Ta na dole niech będzie większa. Jeszcze tylko: ile mnie to wyniesie?

- Po przymiarce gotowego produktu cena zostanie ustalona przez naszego rzeczoznawcę oraz urządzenie pomiarowe. Proszę zgłosić się po odbiór za godzinę.

Iott wyszedł, zatrzasnąwszy za sobą srebrne, metalowe drzwi.

Jednak nie było to nic nadzwyczajnego. Normalna nudna i lakoniczne rozmowa. Nawet rozmówczyni nie wzbudziła wielkiego zainteresowania w żadnej jego części.

Siedział na korytarzu obserwując twarze ludzi takich jak on. Fizycznie podobnych tylko z tych nędznych kresek w miejscach, gdzie pojawiać się powinien uśmiech. Matki czwórki dzieci, żebracy, proboszcze parafii, kurwy, biznesmeni siedzieli wyprostowani na krzesłach i czekali. We wszystkich głowach panowała pustka, chłód spowodowany brakiem jakichkolwiek wyższych uczuć. Nie było im nawet przykro z powodu tego, co zrobili, ani tego, kim się stali.

Szeryf odbierał im usta, jednocześnie konfiskując uśmiech. Nie mogli odczuwać, ani dawać upust szczęściu, więc skamienieli na duszy. Ich uczucia zostały zmumifikowane i odłożone do sarkofagu w gabinecie szefa. Teraz byli tylko takimi zwykłymi istotami, które można obejrzeć na filmach, gdy główny bohater idzie zatłoczonym chodnikiem. Byli masą, kłębem, tłumem fizycznych potrzeb zamkniętych w kombinezonach z ludzkich ciał. Każdy odpowiadał za inny grzech, pokutował za inne przewinienie, odmawiał inny różaniec.

Ale najpokorniejszym szef dawał drugą szansę. Iott znalazł się w tym gronie przypadkiem, przez pomyłkę - tak twierdził.

Po godzinie, kiedy już z korytarza zniknęli wszyscy jego bezustni towarzysze, przyszła kolej na niego.

Przywołany przez ten sam soczysty głos, wszedł do okrągłego pokoju, usiadł na czerwonym fotelu, a kiedy zgasło światło, zamknął oczy, prężąc swe wdzięki.

Najpierw omiotła go wiązka krwistych promieni, potem chwyciły metalowe szczypce, aż w końcu strzykawka z połyskującym płynem, wcinając się w przegub, posłała go do krainy krótkotrwałej ciszy.

Podczas nieobecności świadomości Iotta, podeszła do niego pani doktor i przyłożyła mu produkt do twarzy. Opinia wydana przez rzeczoznawcę oraz urządzenie był pozytywna. Kobieta odeszła więc pozostawiając klienta z śnieżnobiałym bandażem otulającym oblicze od brody aż po nos.

Spikerka ze swojego miejsca zarządzania wypowiedziała cenę przedsięwzięcia, co natychmiast obudziło Iotta. W milczeniu uiścił zapłatę i odszedł.

Od tak dawna nie przebywał wśród normalnych. Już tyle czasu wegetował, że kłopot sprawiała mu ta nowa sytuacja.

Następnego dnia, idąc tunelem, dostrzegł plakat, mówiący o ciekawe imprezie dla mężczyzn. Poczuł iskrę ciepła w podbrzuszu. Zerwawszy kartkę, wrócił czym prędzej do domu, przebrał się i udał do klubu w opuszczonej fabryce. Wśród drzew, w pobliżu wysokich bloków znalazł z trudem owo miejsce. Odczytał nazwę z zardzewiałego szyldu: StuK. Oddychając głęboko, wkroczył do środka. Wewnątrz poruszał się jakby wolniej i z trudem. Gęsta chmura papierosowego dymu skuteczne przeszkadzała w swobodzie. Kupił drinka i usiadł przy jednym z wolnych stolików. Ludzi było jeszcze mało z racji wczesnej godziny. A Iott siedział tylko w samotności, opóźniając kolejne szklanki i rozglądając się po klubie.

Dobre kilka drinków później, na krótko przed rozpoczęciem, nie było gdzie wściubić palca. Wszyscy mężczyźni z okolicy stawili się jak jeden mąż. Chociaż w tym wypadku to felerne porównanie. Z głośników poleciała agresywna muzyka, równomierne basy można było czuć aż w żołądku. Szklanki podskakiwały na stolikach i wydawało się, że wkrótce to samo uczyni budynek.

"Techno - muzyka otępienia, ale i ostrego seksu" - pomyślał Iott i uśmiechnął się przebiegle. Tak, po to tu przyszedł.

Z zamyślenia wyrwał go ryk męskich głosów. Nie można było tego nazwać aplauzem, ani okrzykiem. Był to zwierzęcy ryk chuci, siły i władzy.

Iott spojrzał tam, gdzie kierowały się wszystkie oczy. Na scenie pojawiła się srebrna rura, wszystkie światła zgasły, z wyjątkiem tego czerwonego na scenie. Zza karminowej kotary wystawała noga. Kobieca, zgrabna, lekko opalona, paznokcie pomalowane na ciemny zielony, na stopie modernistyczny but z czarnej skóry. Cóż mógł mówić o właścicielce? Nie ważne. Ważne było tylko to, że zaraz ona cała pojawi się na wybiegu. Noga wystudiowanym ruchem podnosiła się i, zginając w kolanie, opadała. Tak samo jak wrzask - wzmagał się i cichł.

Po chwili wkroczyła. Pani pielęgniarka w przyciasnym, przykrótkim kubraczku. Ruda. Podczas jej show faceci stracili wiele banknotów, wkładając je jej to tu, to ówdzie.

Iott z racji odległego miejsca nie mógł tego zrobić. Nawet nie chciał. Nie czuł tego, co, jak mu się wydawało, czują inni.

Potem na scenie przewijały się policjantki, dziewczyny Tarzana, panie doktor, Ewy. Iott wlewał w siebie procenty. Faceci ryczeli. Muzyka przymulała.

"Czas się zbierać" - pomyślał. Wstał od stolika, a wtedy nagle wszystko ucichło. Obejrzał się, czując się powodem tej zmiany, ale nie. To główna gwiazda wieczoru.

Z głośników popłynął głos. Miękki, ciepły, mokry, podniecający.

- Witaj w mojej fabryce przyjemności. Co mogę dla Ciebie zrobić?

Iott odwrócił się energiczniej w stronę sceny. Serce zabiło mu szybciej. Znał te słowa, znał właścicielkę głosu.

Znał i pragnął.

Mężczyźni spotulnieli i słuchać było tylko ich przyspieszone oddechy.

Spłynęła niczym z niebios. Jej długie, jasne włosy wiły się po scenie. Nie ważne, co miała na sobie, bo tego i tak prawie nie dało się zauważyć. Ważne były te oczy. Zielone. Te piersi. Kształtne. Ten czar i ta magia.

Iott zaniemówił. Dobrze wiedział, co ta dziewczyna robi za dnia. Ciekawe, ilu z tutaj obecnych także posiadało taką wiedzę. Stał w otępieniu, a jego myśli krążyły obsesyjnie wokół jednego. Jak ją zdobyć? Tylko na tą jedną noc. Niech pomoże mu powrócić do normalności.

Ona snuła się, łapiąc w sidła swojego wzroku wszystkich po kolei. Doświadczona reakcjami publiczności, poruszała swoim ciałem doprowadzając mężczyzn do ekstazy. Występ trwał, zmieniały się tylko dekoracje, obiekty seksualnych ataków i scenariusze. Czarodziejka. Erotyczna królowa. Podniecająca tak mocno, dlatego że wszyscy mężczyźni wiedzieli, iż jest nieosiągalna. Wszyscy normalni. Zwykli.

Ale Iott przecież jeszcze nie należał do tego grona. On jeden pozwolił sobie pomyśleć o bliskości tej dziewczyny i posiadaniu jej.

Niewiele myśląc, wskoczył na scenę, prosto do klatki, w której teraz znajdowała się ona. Zatrzasnął kraty i zbliżał się do niej. Nie - nachalnie, nie - instynktownie, tylko tak po prostu, zmysłowo.

"Zmiana scenariusza?" - Zdziwiła się w myślach gwiazda. Odurzona porcją koki przed występem, czy też nauczona, że show nie można przerywać i akcja musi trwać, podjęła fizyczne wyzwanie rzucone przez Iotta.

Po chwili oswajania się z nowa sytuacją, podszedł do niej najbliżej jak mógł. Zobaczyła jego twarz. I jego usta.

Pamięć wróciła niczym szybkie, migawkowe ujęcia z teledysku.

- Numer seryjny D14683, 10 cm szerokości, pozornie wysuszone, odcień fioletu, ostre rysy - wyrecytowała jak w amoku. Słowa pędziły niczym pociski z karabinu maszynowego. A potem już wolniej - "dużo już przeszły, ale i mnie mogę dać coś niesamowitego..."

Iott uśmiechnął się, a ona wpiła się w jego usta jak pirania.

Takiego przedstawienia, jakie dali tej nocy we dwójkę publiczność jeszcze nie widziała.

I już nigdy nie zobaczy.

Ona - mistrzyni w swoim fachu, on - genialny kochanek, oboje w szale namiętności.

Rano, kiedy wyszedł ostatni klient, a barman powoli sprzątał i szykował się do zamknięcia klubu, dziewczyna podeszła do Iotta siedzącego na szklanką z kolejnym drinkiem, gdzieś w roku sali.

- Produkty naszej fabryki są rzeczywiście najlepsze - powiedziała z figlarnym uśmiechem.

Iott także się uśmiechnął. Tymi ustami - tym produktem. I wreszcie poczuł radość.

Po raz pierwszy od dawna.