s

z

h

s

z

Laboratorium Rzeczywistości.

| index | słowa | zdania | handmade | oblicze | sznurki |


<< <<

Fikszyn

 

Zastanawiałem się kiedyś co będzie, kiedy umrę? Kto, z moich znajomych, przyjdzie na pogrzeb? Wtedy właśnie okaże się, kto był prawdziwym bratem, a kto nie. Czuję podświadomą potrzebę wiary w to, że więcej będzie tych pierwszych.

Gdy byłem w podstawówce wyobrażałem sobie, jak wychowawczyni ze smutną miną ogłasza na forum klasy:

- Dzieci! Dziś zginął nasz kolega - Norbert, proszę was żebyście się przygotowały, jutro jedziemy na cmentarz.

Młodzi pewnie nie do końca zrozumieliby, co się stało. Jedni może popłakaliby sobie, inni wrócili do domu z krzykiem: "Mamo! Mamusiu! Panie powiedziała, że Norbert zginął. Co to znaczy?". Ich rodzice w duchu przeklinaliby, że przeze mnie muszą poważnie porozmawiać z dzieckiem. W ogóle porozmawiać. Czego za pewne wcześniej nie robili.

Następnego dnia na cmentarz przyjechałby autobus, z którego wyległaby grupa dzieci. Ubrane przez mamy w czarne koszulki i ciemne spodenki. Nieświadome, dlaczego właśnie tego dnia musiały ubrać tę muszkę, której tak nie lubią, te lakierki, które są takie niewygodne i uciskają. Przechodnie ze zdziwieniem obracaliby głowy, mijając tłumek uczniów. Kilku przystanęłoby i zapytało nauczycielki: "Co się stało?"

- Nie żyje jeden z moich uczniów, szanowny panie. Miał tylko 7 lat. - Kobieta dyskretnie otarłaby łzę, która spłynęła po policzku, bo lubiła mnie.

- Szkoda, wielka szkoda - mówiliby jedni.

- Taki młody, tyle życia było przed nim - stwierdzaliby drudzy.

Starsze kobiety wypytałyby się, który to mój grób i kiedyś, przy okazji, położyłyby na nim kwiatka, czy zrzuciły uschnięte liście.

Żal, że nie mógłbym już tego zobaczyć...

Liceum upłynęło pod znakiem fascynacji zespołem, którego wokalista popełnił samobójstwo. Tak, samobójstwo. Przecież to takie proste wyjście, żeby uciec od wszystkich problemów tego świata.

Dopiero po pewnym czasie dotarła do mnie głupota tego stwierdzenia. Ja, popełniając samobójstwo, tracę wszystkie problemy, ale moi bliscy tracą mnie. A nie chce im tego robić. Kiedy to zrozumiałem poczułem się lepszy od kolegów, którzy byli na etapie "kulka-i-po-sprawie" albo "nie-mam-po-co-żyć". Teraz kiedy słyszę takie słowa, czuję, że odnalazłem właściwą drogę i cieszę się, że żyję, cieszę się, że posiadam jakieś problemy, z którymi mam odwagę sobie poradzić. Odwagą niektórzy nazywają także posłanie sobie kulki w łeb, ale dla mnie to czysta głupota, samolubstwo i strach przed życiem oraz tym, co ono przyniesie.

Studia. Znów śmierć. Najbliższego kolegi. Prawie przyjaciela.

Bo przyjaciel to wielkie słowo. Zasługuje na nie tylko jedna osoba i przypuszczam, że dopiero u kresu życia będę mógł ocenić, kto nim był, bo wtedy będę miał pewność. Teraz mogę się jeszcze na kimś zawieść, a na innym dopiero w przyszłości poznać...

 

Samobójca, kto to?

- Jedyny, który odważył się ze sobą skończyć.

Zazdrościsz mu?

- Tak... on już nie ma żadnych problemów.

 

Teraz spójrz głęboko w oczy swojej matki...

samobójca, kto to?

- Bezmyślny egoista!