s

z

h

s

z

Laboratorium Rzeczywistości.

| index | słowa | zdania | handmade | oblicze | sznurki |


<< <<

Kąpiel

 

Leżała w szpitalnej wannie.

- Pieprzona choroba, pieprzona... - szeptała spazmatycznie połykając sylaby. - Jest. Kurwa - nie ma... I na odwrót.

Kalkulowała, ile łez może upaść z jej policzków na tafle wody, żeby jej poziom nie wezbrał niebezpiecznie. Nie panowała nad językiem.

- Cholerny syf. HIV. Bóg-kawalarz...

Automatycznie nalała taniego szamponu na dłoń, rozsmarowała go na włosach i zaczęła spieniać.

- Wydaje się, że całe życie będę chora, że na tę chorobę życie zakończę.

Energicznie schowała się cała pod wodę. Wystawały tylko skurczone sutki.

- A tu nagle błysk. Szansa. No. Dobry Panie Boże... I krzyżem się w kościele modlę. Za mało był skrzyżowany?!

Odkręciła wrzątek.

- Za mało?! A pewnie! To sobie jeszcze pochoruję...

Para osadziła się na lustrze.

Ona siorbała, połykając katar i łzy.

- Żeby łatwo nie było. Już żeby nawet o próbie bożej nie myśleć.

Spłukała długie włosy.

- Bo to śmieszne takie. I tabletki trzeba łykać.

Wstała, pozwalając każdej kropli spłynąć z jej ciała.

- Rozsądek. Żeby na suchoty nie umrzeć. Popłakać trochę.

Nie wycierała się. Otuliła wilgotną kibić szlafrokiem. Szła boso zastawiając na kafelkach mokre ślady stóp. Zamknęła za sobą drzwi łazienki.

Na nich koślawo zwisała tabliczka.

A na tabliczce napis:

Dla Chorych

Na Miłość.