s

z

h

s

z

Laboratorium Rzeczywistości.

| index | słowa | zdania | handmade | oblicze | sznurki |


<< <<

Nigeriusz

 

Nigeriusz dowiedział się, że od tego dnia zawsze będzie spadał na cztery łapy i ma aż dziewięć żywotów. Amanda opowiedziała mu też to, co każda mama mówi dziecku. Jak wygląda kocie niebo, jak koty traktują Ludzi i, w druga stronę, Ludzie - koty oraz parę praktycznych porad typu: gdzie i kiedy najłatwiej o posiłek, dokąd zawędrowało dwoje rodzeństwa, którzy już wcześniej mieli swój Wielki Dzień.

Nie ma konkretnego wieku, w którym się go obchodzi. Dla każdego kota następuje on, gdy już całkowicie dorośnie, a jak wiadomo każdy czyni to kiedy indziej.

Tak więc Nigeriusz był już dorosły. Mógł założyć rodzinę, przebywać wśród Ludzi albo poszerzać swoją wiedzę o Duchach, a później nauczać. Lecz na razie nie miał na to ochoty. Postanowił zaznajomić się z okolicą, poznać Ludzi, Rośliny. Zaprzyjaźnić się z wieloma Zwierzętami. Chciał zrobić wszystko, co robiły kiedyś starsze koty, które oglądał, gdy był jeszcze mały. Ale od czego tu zacząć? Tyle przecież spraw do załatwienia, a wszystkie tak samo ważne.

"Myśląc głową nie dojdę do niczego, może spróbować dać dojść do głosu brzuchowi, który już od jakiegoś czasu wysyła delikatne sygnały, że powoli zaczyna panować w nim pustka. Czas więc skorzystać z porady mamy, pora udać się na posiłek."

Nigeriusz szedł sobie spokojnie ścieżką wśród pól, w stronę jakiejś wioski, gdy na jego drodze, w oddali, ukazała się sylwetka Człowieka. Kot dostrzegł go i poczuł lekki, przyjemny dreszcz. Oczy zapłonęły, uśmiech zagościł na jego obliczu, a w głowie roiło się od pytań.

"Czy mnie zauważy? Jak zareaguje? Co powie? Pogłaszcze? Będzie dla mnie dobry?"

Nigeriuszowi zrobiło się gorąco. Czy to od Słońca, które wciąż mu towarzyszyło, czy może z przejęcia. Nie był pewien.

Nagle nastąpiła zupełna zmiana nastawienia i humoru kota. Włos zjeżył ma się na grzbiecie, ciało ogarnął dreszcz całkowicie inny od poprzedniego, dreszcz negatywnych emocji. Nigeriusz zboczył odrobinę ze ścieżki, chcąc ukryć się przed człowiekiem.

"Może zrobi mi krzywdę? Pomyli z czymś i kopnie? Nakrzyczy? Muszę się schować!"

Intencje kota minęły się jednak z efektem końcowym. Czarny zwierzak na tle śnieżnobiałych kwiatów wyróżniał się zdecydowanie bardziej, niż choćby na dróżce.

Mężczyzna zbliżał się.

Nigeriusz znów zmienił zdanie.

"Nic mi się nie może stać, nie zrobiłem temu człowiekowi źle. A poza tym mam dziewięć żywotów."

Wyszedł więc znów na środek ścieżki w znacznie lepszym nastroju, gotowy stawić czoło Człowiekowi. Choć na dnie serduszka tkwiło jeszcze ziarnko niepokoju, postanowił być dzielnym.

Dzieliło ich już zaledwie kilka metrów, kiedy nagle stało się coś dziwnego.

Mężczyzna zahaczył nogą o coś wystającego z ziemi, potknął się i przewrócił. Niesione przez niego w rękach jajka na szczęście ocalały. Odłożył je delikatnie na bok i przeklinając w dwóch słowach pod nosem los, zaczął otrzepywać się z brudu i wstawać. Gdy już trzymał się na obu nogach ujął ostrożnie jaja w dłonie i ruszył spokojnie przed siebie.

Niespodziewawszy się absolutnie nikogo na swej drodze, szedł, nie rozglądając się. W pewniej chwili znów zaczepił nogą o coś. Tym razem było to duże, czarne, lśniące i, o zgrozo, natychmiast odskoczyło w głąb ścieżki.

Był to właśnie Nigeriusz, który chwilę temu odwrócił wzrok, aby nie patrzeć jak Człowiekowi dzieje się krzywda i dostrzegł, jak mrówki próbowały podnieść dużą poziomkę, która wzięła się tam, nie wiadomo skąd. Najpierw we trzy - nie udało się, potem cztery - znów nic, sześć - kolejna klęska, osiem - już prawie, lecz jednak, ach, znowu nie, dziesięć - tak... tak... Auućć!!! Coś ciężkiego trafiło Nigeriusza w żebra. Spłoszony, nie wiedząc, co się stało oddalił się natychmiast o kilka kroków.

Mężczyzna z trudem złapał pion, lecz tym razem z rąk wypadły mu jajka. Chcąc złapać choć jedno, ponownie wylądował ciałem na zimnej ziemi, a twarzą w jajecznej bryi. Podnosząc głowę, dostrzegł kota. Oczywiście! To jego sprawka! Mężczyzna zaczął głośno wyzywac kota. Obelgi nie schodziły mu z ust przez dobre pięć minut. Towarzyszyły podnoszeniu się i wycieraniu twarzy. Wreszcie człowiek zamilkł, odwrócił się w stronę wsi i już miał odejść, gdy złość znów musiał znaleźć jakieś ujście. Stanął ponownie twarzą w stronę kota i zwymyślał go jeszcze bardziej. Po chwili czerwony na twarzy, lecz delikatnie uśmiechnięty znowu stał obliczem skierowanym ku wsi. Poczuł jednak smak władzy i po raz wtóry kot zobaczył usta mężczyzny, z których wyrzucane były słowa pogardy. Sytuacja taka powtórzyła się jeszcze raz, aż w końcu, utwierdzony w swej doskonałości, pełen samozachwytu i bezgranicznie wielbiący swoja moc i siłę człowiek odszedł.

Nigeriusz był zszokowany i zdegustowany zachowaniem mężczyzny.

"Po co miotał się jak szalony i kręcił w kółko bez przerwy obrażając, wyzywając i grożąc mu? Dlaczego obarczył winą za wszelkie nieszczęścia, jakie mu się przytrafiły? Czemu przyczepił się do koloru futra?"

Nigeriusz nie miał przecież wpływu ani na to, ani na upadek tegoż osobnika. Człowiek wykazał się niezdarnością, a teraz kot będzie za to cierpiał.

Postanowił unikać już zawsze Ludzi i przekazywał to wszystkim potomkom w czasie ich Wielkiego Dnia.

A ludzie po raz kolejny postanowili zagrać władców i omijać czarne koty, ażeby nie wyszło na jaw, że jest odwrotnie.

Czy jesteś przesądny?