






Każdy z ludzi ma swojego Anioła Stróża. To on dba, żeby nie robić głupstw, krzywdy sobie lub innym, pilnuje bezpieczeństwa i człowieczeństwa.
Jeden z jego palców przynosi szczęście, inny radość, następny dobro, a kolejny - przegraną. Dlaczego wśród takich pozytywnych uczyć i zjawisk pojawia się tak negatywne ja klęska?
Przegrałam, czyli straciłam cos cennego, nie sprawdziło się to, na co liczyłam, nie ziściło się to, o czym marzyłam.
Przegrana jest przykrym upadkiem na twarz wśród zwycięskich wzlotów, a czasem nawet długich szybowań. Lecz czy tylko? Może równie dobrze być szlabanem powstrzymującym przed zrobieniem głupstwa albo zwykłym powrotem na ziemię w czasie, gdy mniemanie o sobie niebezpiecznie wzrasta.
Palec przynoszący przegraną wskazuje nam granicę, o której nie możemy zapominać. Kiwa się, grożąc, kiedy się do niej zbliżamy, a inny sympatycznie głaszcze po szyi, jeśli pamiętamy. Ta granica to granica poczucia proporcji i równości.
Cóż by było gdyby została ona przekroczona? Jeden człowiek wciąż wygrywający jest niesprawiedliwością wobec drugiego.
Po pewnym czasie ciągłe wygrane znudziłyby się i osoba ta całkowicie zrezygnowałaby ze wszystkiego, co kiedyś sprawiało jej tak wiele radości, a obecnie robi się nudne, bo wciąż jest zwycięzcą.
Jakże dużo by wtedy straciła, a jeszcze więcej zapewne dałaby za choć jedną przegrana
Klęska ma również cudowna moc, która ukazuje cechy wcześniej nie odkryte lub ukryte. Człowiek wciąż przegrywający coraz bardzie zawzięcie ćwiczy, aż wreszcie wygrywa. Każda poprzednia klęska mobilizowała go i budził chęć dalszej pracy, ulepszania siebie.
Wszystko zależy od człowieka.
Bywa także, że przegrana jest zmorą i ciąży jak klątwa.
Myślę, że jest to wyraźny sygnał od Anioła Stróża, ażeby coś w sobie zmienić.